• Wpisów: 35
  • Średnio co: 36 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 07:49
  • Licznik odwiedzin: 5 232 / 1317 dni
 
tusia25
 
Kiedy dotarliśmy pod mój dom i nie zastaliśmy mamy, Jacob uparł się, że ze mną zostanie.
- Nie...- powiedziałam- Musisz wrócić do domu, do gości.
- Ale...
- Poradzę sobie, naprawdę. Jedź.- wymusiłam uśmiech na twarzy.
- Eh... No dobrze, przyjadę do ciebie jutro z samego rana.
- Mhm...- ziewnęłam i Jake mnie przytulił.
- Dobranoc, śpi dobrze. Lepiej weź coś na ten ból głowy.- rzekł, po czym pocałował mnie w czoło. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do pokoju.
Wykończona, położyłam się na łóżku. Mimo ogromnego zmęczenia, nie zamierzałam iść spać. Zaczęłam odtwarzać w głowie dzisiejsze wydarzenia. Świetnie bawiłam się na imprezie, gdy nagle poczułam ten ból. Był tak wszechogarniający, że czułam go w każdej komórce mojego ciała. Myślałam, że nie wytrzymam. Całemu wydarzeniu przypatrywał się ojciec Jacoba. Było to bardzo dziwne, bo w ogóle nie zareagował na to, co się działo. W dodatku ten znajomy głos w mojej głowie...
Usiłowałam przypomnieć sobie do kogo on należy. Zaraz.... To przecież niemożliwe... A może jednak...
Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Było tylko jedne miejsce, do którego mogłam się teraz udać. Tylko jedna osoba, z którą mogłam szczerze porozmawiać.

Przebrałam się w wygodniejsze rzeczy, włosy związałam w kucyka. Ułożyłam kołdrę tak, żeby wydawało się, że pod nią ktoś leży. Wiem, kiepski pomysł, ale nie miałam czasu na wymyślenie czegoś bardziej sensownego. Otworzyłam okno i z łatwością zeskoczyłam.
Wraz z przypływem adrenaliny, moje ciało nie odczuwało już zmęczenia. Biegłam ile sił w nogach, aż dotarłam na skraj lasu.
- Vey!- zaczęłam krzyczeć. Nie wiedziałam, czy to coś da, jednak miałam taką nadzieję- Vey!- powtórzyłam- To ja, Stella! Musimy porozmawiać!
Dobrze, że nikt nie zapuszcza się na te tereny, inaczej pomyślałby, że jestem jakąś wariatką.
Po chwili usłyszałam szelest liści. Spojrzałam w tamtym kierunku i go zobaczyłam. Przyszedł do mnie, mimo że zostawiłam go na sześć miesięcy. Nie wiedząc, co właściwie robię, podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Z moich oczu pociekły łzy. Tak bardzo za nim tęskniłam.
- Hej, Stello- powiedział.
- Ja cię tak strasznie przepraszam- wyjąkałam- Bardzo mi głupio, że zostawiłam cię na tak długo. Miałeś rację... Ja...
Poczułam, że Vey podnosi moją brodę, żebym spojrzała mu w oczy. W te wspaniałe oczy, w kolorze świeżej trawy, które sprawiały, że czułam się bezpieczna. Kciukiem starł łzy z mojego policzka.
- Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. Nie jestem na ciebie zły. Wiem też, dlaczego tu przyszłaś.
- Jak to?- Nie kryłam zdziwienia na mojej twarzy.
-Stello, każdego dnia byłem przy tobie. Ty mnie nie widziałaś, ale zawsze dotrzymywałem ci kroku. Musiałem wiedzieć, czy jesteś bezpieczna.
Po tych słowach zrobiło mi się ciepło na sercu, a na twarzy pojawił się uśmiech.
Czuwał nade mną przez ten cały czas. Miałam swojego anioła stróża.
- Czyli wiesz, dlaczego tu jestem?- zapytałam wtulona w jego pierś.
- Domyślam się. Chodź- rzekł i chwycił mnie za rękę.
- Dokąd?
- Do pałacu- uśmiechnął się promiennie i weszliśmy w głąb lasu.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego