• Wpisów: 35
  • Średnio co: 33 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 07:49
  • Licznik odwiedzin: 5 051 / 1199 dni
 
tusia25
 
Znacie to uczucie, gdy całe cierpienie w jednej chwili znika? Gdy czujecie upragnioną ulgę? Gdy myślicie, że już nigdy was to nie dopadnie, że już po wszystkim? No właśnie.
Doświadczyłam tego uczucia tylko przez chwilę. Myślałam, że umarłam. Ale gdybym nie żyła, to chyba słyszałabym pikającej aparatury, prawda? W dodatku ten niesamowity ból na szyi. Tego też bym zapewne nie czuła. Zmusiłam się do otworzenia oczu. Powieki wydawały się takie ciężkie. Z trudem zamrugałam. Byłam prawdopodobnie w szpitalnej sali. Jasne światło bardzo raziło mnie w oczy. Spróbowałam podnieść rękę. Nic to nie dało, byłam taka słaba.
Nagle zobaczyłam, że ktoś do mnie podchodzi. Przyjrzałam się postaci i była to moja mama. Miała zatroskaną minę, oczy czerwone od płaczu.
- Rose... Słyszysz mnie kochanie?- była bardzo przestraszona. Z trudem kiwnęłam głową.
- Steve. Obudziła się- przy jej boku pojawił się mój tata.
- O, jak dobrze! Pójdę po lekarza. - rzekł uradowany.
- Gdzie...- zaczęłam ledwo słyszalnie.
- Ciii... Nic nie mów. Już jest dobrze- odparła mama, tak jakby to sobie chciała uświadomić tą myśl.
W tej chwili podszedł do mnie lekarz. Wyglądał zbyt młodo. Miał kasztanowe, krótkie, kręcone włosy i jasną cerę. Na czole malowała się jedna zmarszczka, która wcale nie ujmowała mu urody. Czarne oczy patrzyły przyjaźnie.
- Witaj Rose. Jestem dr. Larry. To dobrze, że się obudziłaś.- uśmiechnął się- Spałaś tak przez trzy dni- dodał.
Trzy dni? No nieźle, pomyślałam.
Lekarz poświecił mi w oczy latarką, zmierzył puls, spojrzał na wyniki.
- Wygląda na to, że wracasz do formy. - moi rodzice głośno odetchnęli.- Myślę, że za kilka dni będziesz mogła nas opuścić- zamyślił się-Dobrze, zajrzę do ciebie później. Powinnaś odpocząć. Państwo też powinni pójść do domu.
- Tak też zrobimy. Dziękujemy- odpowiedział tata.
- Martwiliśmy się o ciebie. - powiedziała mama po wyjściu lekarza.
- Co sie właściwie stało?- zapytałam zachrypniętym głosem.
- Nic nie pamiętasz?- mama wyraźnie się zaniepokoiła.
- Wiem, że poszłam do lasu i się zgubiłam- ciężko było mi cokolwiek powiedzieć, ponieważ ból rozdzierał moje gardło.
- Tak, szukaliśmy cię. Jakiś chłopak znalazł cię w lesie. Byłaś cała we krwi.- wzdrygnęła się- Podejrzewają atak zwierzęcia.
I to mi wystarczyło. Nagle w mojej głowie odtworzyły się wszystkie wydarzenia. Las. Noc. Mężczyzna. Krew. Ból. Ugryzienie. Cierpienie.
Moje serce zaczęło mocniej bić. Z trudem łapałam powietrze.
Aparatura, do której byłam podłączona zaczęła wydawać głośniejsze dźwięki.
- Rose... Rose, co się dzieje?! Doktorze!- zaczęła krzyczeć mama, a jej oczy wypełniły się łzami.
Lekarz był już przy mnie.
- Spokojnie. Już dobrze- rzekł- Damy jej coś na uspokojenie- zwrócił się do moich rodziców.
- On... On mnie... Ugryzł- zaczęłam płakać.
- Cii... Spokojnie- słyszałam kojący głos lekarza.
- To nie byli ludzie! Mieli kły i... I...- nie skończyłam, bo poczułam się sennie.
- Tak lepiej. Nie denerwuj się.
Doktor Larry zaczął tłumaczyć coś moim rodzicom. Powiedział, że to stres pourazowy, że to się zdarza i że nie mają się czym martwić.
Mama chwyciła mnie za rękę, a ja wciąż niespokojna zasnęłam.
-----------------------------
Na początku tego tygodnia postaram się dodać kolejny rozdział "Przeznaczenia" ;) a co myślicie o tym rozdziale? Proszę o szczerą odpowiedź. Miłej niedzieli, pozdrawiam.

Nie możesz dodać komentarza.

 
  •  
     
    Już chcę więcej! :D Rozdział raczej spokojny, ale pozostawia pytanie "I co dalej!?". Sama staram się stosować taką technikę, że kończę rozdział aby czytelnik czekał na kontynuacje. Co do treści to jak zawsze cudowna :D