• Wpisów:35
  • Średnio co: 32 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 07:49
  • Licznik odwiedzin:5 011 / 1167 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie, wcale nie chodzi mi o tą imprezę w liceum. Chodziło mi o to, że mój blog ma już 100 dni! Jestem taka szczęśliwa, że udało mi sie to osiągnąć.
Co więcej wczoraj dobiliście 2000 wejść!
Jesteście wspaniali! DZIĘKUJĘ <3

------------------------------------------------------
Zapowiada się dzisiaj bardzo ciepły dzień, dlatego razem z rodzinką idziemy na basen. Naprawdę się cieszę. Już dwa tygodnie temu, kiedy były te upały miałam iść, ale choroba pokrzyżowała nam plany. A dziś jest dzień idealny.

We wtorek moja ciocia nałożyła mi pianke koloryzującą na końcówki moich włosów. Jest to odcień: Ognisty Wulkan, z firmy Trendy Color Mousse. Kupiłam ją w Naturze (była akurat promocja) i jestem bardzo zadowolona z efektu. Dlatego Wam ją polecam!

Do dobrze, to miłego dnia Wam życzę i do następnego razu
 

 
Kiedy dotarliśmy pod mój dom i nie zastaliśmy mamy, Jacob uparł się, że ze mną zostanie.
- Nie...- powiedziałam- Musisz wrócić do domu, do gości.
- Ale...
- Poradzę sobie, naprawdę. Jedź.- wymusiłam uśmiech na twarzy.
- Eh... No dobrze, przyjadę do ciebie jutro z samego rana.
- Mhm...- ziewnęłam i Jake mnie przytulił.
- Dobranoc, śpi dobrze. Lepiej weź coś na ten ból głowy.- rzekł, po czym pocałował mnie w czoło. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do pokoju.
Wykończona, położyłam się na łóżku. Mimo ogromnego zmęczenia, nie zamierzałam iść spać. Zaczęłam odtwarzać w głowie dzisiejsze wydarzenia. Świetnie bawiłam się na imprezie, gdy nagle poczułam ten ból. Był tak wszechogarniający, że czułam go w każdej komórce mojego ciała. Myślałam, że nie wytrzymam. Całemu wydarzeniu przypatrywał się ojciec Jacoba. Było to bardzo dziwne, bo w ogóle nie zareagował na to, co się działo. W dodatku ten znajomy głos w mojej głowie...
Usiłowałam przypomnieć sobie do kogo on należy. Zaraz.... To przecież niemożliwe... A może jednak...
Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Było tylko jedne miejsce, do którego mogłam się teraz udać. Tylko jedna osoba, z którą mogłam szczerze porozmawiać.

Przebrałam się w wygodniejsze rzeczy, włosy związałam w kucyka. Ułożyłam kołdrę tak, żeby wydawało się, że pod nią ktoś leży. Wiem, kiepski pomysł, ale nie miałam czasu na wymyślenie czegoś bardziej sensownego. Otworzyłam okno i z łatwością zeskoczyłam.
Wraz z przypływem adrenaliny, moje ciało nie odczuwało już zmęczenia. Biegłam ile sił w nogach, aż dotarłam na skraj lasu.
- Vey!- zaczęłam krzyczeć. Nie wiedziałam, czy to coś da, jednak miałam taką nadzieję- Vey!- powtórzyłam- To ja, Stella! Musimy porozmawiać!
Dobrze, że nikt nie zapuszcza się na te tereny, inaczej pomyślałby, że jestem jakąś wariatką.
Po chwili usłyszałam szelest liści. Spojrzałam w tamtym kierunku i go zobaczyłam. Przyszedł do mnie, mimo że zostawiłam go na sześć miesięcy. Nie wiedząc, co właściwie robię, podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Z moich oczu pociekły łzy. Tak bardzo za nim tęskniłam.
- Hej, Stello- powiedział.
- Ja cię tak strasznie przepraszam- wyjąkałam- Bardzo mi głupio, że zostawiłam cię na tak długo. Miałeś rację... Ja...
Poczułam, że Vey podnosi moją brodę, żebym spojrzała mu w oczy. W te wspaniałe oczy, w kolorze świeżej trawy, które sprawiały, że czułam się bezpieczna. Kciukiem starł łzy z mojego policzka.
- Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. Nie jestem na ciebie zły. Wiem też, dlaczego tu przyszłaś.
- Jak to?- Nie kryłam zdziwienia na mojej twarzy.
-Stello, każdego dnia byłem przy tobie. Ty mnie nie widziałaś, ale zawsze dotrzymywałem ci kroku. Musiałem wiedzieć, czy jesteś bezpieczna.
Po tych słowach zrobiło mi się ciepło na sercu, a na twarzy pojawił się uśmiech.
Czuwał nade mną przez ten cały czas. Miałam swojego anioła stróża.
- Czyli wiesz, dlaczego tu jestem?- zapytałam wtulona w jego pierś.
- Domyślam się. Chodź- rzekł i chwycił mnie za rękę.
- Dokąd?
- Do pałacu- uśmiechnął się promiennie i weszliśmy w głąb lasu.
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Świetny!
  • awatar Zorena: Buuuuu, czemu takie krótkie? :( Mam taką mała nadzieję, że Stella zerwie z Jacobem dla Vey'a, ale ciiii, ja nic nie mówie. No, no akcja się rozkręca. Czekam na ciąg dalszy! O i jeszcze takie pytanko: kiedy "Wiecznie Żywa"? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zaraz po lekcjach poszłyśmy z Jessicą do galerii. Po godzinie poszukiwań znalazłyśmy odpowiedni strój kąpielowy. Potem poszłyśmy do mojego domu. W przedpokoju spotkałyśmy moją mamę.
- Cześć córeczko. Witaj Jess. Gdzie byłyście?- zapytała.
- W galerii, po strój kąpielowy- Wyszczerzyłam się do niej.
- A z jakiej to okazji?
- Idziemy na imprezę do Jacoba- wyjaśniła- Jeżeli oczywiście nie masz nic przeciwko- dodałam szybko.
- O której ?
- O 18.
- No dobrze- uśmiechnęła się i spojrzała na zegarek- Dochodzi 17, idźcie się przygotować.
- Dzięki, mamo- przytuliłam ją i poszłyśmy do pokoju.
Jedynym elementem naszego makijażu był wodoodporny tusz do rzęs. Spięłyśmy nasze włosy i ubrałyśmy stroje. Jessica kupiła sobie czarny, ja natomiast kremowy w białe kropki. Uśmiechnięte i gotowe na imprezę, wyszłyśmy z domu.

Gdy dotarłyśmy na miejsce, mina Jessiki sprawiła, że wybuchnęłam śmiechem.
- To jego dom?- spojrzała na mnie zdziwiona.
- Owszem- powiedziałam i wyszłam z samochodu- Też tak zareagowałam- zapewniłam ją, po czym weszłyśmy do budynku. Od razu uderzyły w nas basy głośnej muzyki. Wszędzie leżały balony i serpentyny. Sufit pokryty był licznymi lampkami, które mieniły się różnymi kolorami. Na stołach rozłożyone były przekąski i napoje. Przeciskałyśmy się przez tłumy ludzi, którzy się do nas uśmiechali, po mimo tego, że ich nie znałyśmy. Gdy dotarłyśmy do basenu, zewsząd rozległy się śmiech i krzyki. Dziewczyny, które rzekomo wypoczywały na leżakach, szeptały coś do siebie, chichocząc i spoglądając na chłopców. Ci, natomiast wskakiwali do wody i robili wyścigi, żeby im zaimponować. Wszyscy byli przystojni i wysportowani, ale mnie interesował tylko jeden, który szedł w moim kierunku. W dodatku był bez koszulki. Wyglądał zjawiskowo z tym zawadiackim uśmiechem na ustach. Podszedł do mnie i musnął lekko moje wargi.
- Cieszę się, że jesteś. - powiedział.
- Ja też- przytuliłam się do niego. Po chwili poczułam, że tracę grunt pod nogami. Jake przerzucił mnie przez ramię i dobrze wiedziałam, co mnie teraz czeka. Szedł w stronę basenu.
- Nieee!- krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.- Puść mnie!
- Taki los czeka na spóźnialskich.- wybuchł śmiechem- Gotowa?- nie zaczekał na moją odpowiedź i wskoczył do wody. Po krótkiej chwili wynurzyliśmy się z basenu, czemu towarzyszyły głośne oklaski i wiwaty. Szybko wyszłam z wody, co było błędem, bo od razu zrobiło mi się zimno. Byłam cała mokra. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i otulił mnie ręcznikiem. Był to Jake.
- Chodź do środka- powiedział, a ja kiwnęłam głową.
Po chwili siedzieliśmy w jego kuchni.
- Mogłeś chociaż pozwolić ściągnąć mi ubranie.- rzekłam, szczękając zębami.
- Cóż... Kusząca propozycja, ale wtedy nie byłoby takiej frajdy- zaczął się śmiać, przez co prawie wylał sok pomarańczowy.
- Dla kogo było...- nie dokończyłam, bo poczułam niesamowity ból głowy. Był tak nagły, że wypuściłam szklankę z rąk. Czułam się, jakby ktoś wbijał mi tysiące igieł.
- Stello, co się dzieje?- pojawił się przy mnie zaniepokojony Jacob.
- Nie wiem... Moja głowa...- chwyciłam się za skronie, z moich oczu pociekły łzy. Zobaczyłam, że ktoś stoi przy drzwiach. Był to tata Jacob'a. Stał tam i wpatrywał się we mnie intensywnie, w ogóle niewzruszony tym, co się dzieje. Nagle w mojej głowie rozległ się dziwnie znajomy głos.
- Stello... Wreszcie cię znalazłem. Wiedziałem, że to ty. Wkrótce się spotkamy, obiecuję- ten ktoś zaczął się głośno śmiać. Wtedy ból ustał.
- Jake...- wyszeptałam- Zabierz mnie do domu.
- Lepiej od razu chodźmy do lekarza, musi...
- Nie- przerwałam mu- To tylko migrena, to przez ten hałas...- byłam bliska płaczu- Proszę, chcę do domu.
- Dobrze kochanie. Już jedziemy, tylko proszę, nie płacz już.- wyszeptał mi do ucha, gdy niósł mnie na rękach do auta.
  • awatar Will Give You My Heart ♥: łooo :o Akcja się rozkręca ;)
  • awatar ♛LeAnNeSs♕: Bardzo ładnie piszesz. Życzę dużo inspiracji przy pisaniu następnych rozdziałów ^-^ Zapraszam do mnie ♥
  • awatar m.a.n.d.a.r.y.n.k.a: Rzucam Ci wyzwanie. A oto one: Przez 58 dni codziennie na blogu pojawiają się notki. Podejmiesz to wyzwanie ?m.a.n.d.a.r.y.n.k.a.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witajcie

Kilka dni temu zostałam nominowana przez http://asumi10.pinger.pl/ . Dziękuję za to, a poniżej zamieszczam odpowiedzi na pytanka

1.Boisz się burzy?
Nie, raczej nie.

2.Pizza czy hamburger?
Zdecydowanie pizza.

3.Kredki ołówkowe czy woskowe?
Myślę, że kredki ołówkowe.

4. Wolałabyś umiec latac czy oddychać pod wodą?
Trudne pytanie, ale jako że uwielbiam pływac, to wybrałabym drugą opcję- oddychanie pod wodą.

5.W której ławce siedzisz w szkole?
W trzeciej przy oknie.

6.Umiesz grac w szachy?
Nie.

7.Widziałaś kiedyś spadającą gwiazdę?
Niestety nie.

8.Twój ulubiony gatunek filmu?
Cóż, lubię wiele gatunków, ale fantasy, komedia, akcja, romans to moi faworyci.

9.Chciałabyś się przenieść do przeszłości czy przyszłości?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Jednak sądzę, że wolałabym się przenieść do... przeszłości. Tak, zdecydowanie tak.

10.Jaka jest Twoja średnia na koniec roku szkolnego?
5,1.


Nominuję:
-http://zorena.pinger.pl/
-http://morskiturkus.pinger.pl/

Oto Wasze pytania:
1. Jaki jest Twój ulubiony przedmiot szkolny?
2.Masz jakieś plany na te wakacje?
3.Lubisz szkołę?
4. Masz rodzeństwo? Jak tak, to jakie?
5. Co zwykle porabiasz, gdy się nudzisz?
6. Jaki jest Twój ulubiony gatunek filmu?
7. Czarny czy biały?
8. Książka czy film?
9. Jakie jest Twoje największe marzenie?
10. Czy chciałabyś coś w sobie zmienić?

To już wszystkie moje pytania, nominowanym życzę dobrej zabawy
Do następnego razu!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Gdzie moje maniery, moi drodzy?
Chciałabym Wam bardzo serdecznie podziękować za te 1000 wejść, które wybiło dwa dni temu.
Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, ponieważ uważam, że wejścia na bloga z opowiadaniami trudniej jest zdobyc, gdyż nie każdemu tematyka opowiadania odpowiada.
Dlatego jestem z Was bardzo dumna i z całego serducha dziękuję! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Pocałował cię? Ale czad! I jak było?"- odczytałam treść liściku, który podrzuciła mi Jessica. Co za niecierpliwa dziewczyna! Uśmiechnęłam się. Siedziałyśmy na nudnej lekcji fizyki. Wysoki, w średnim wieku nauczyciel zawzięcie opowiadał o termodynamice. Nawet nie zauważył, że od początku lekcji, piszemy liścicki. "Tak, to prawda. Świetnie całuje"- odpisałam bez zastanowienia.
"Jakieś szczegóły?"
" Później ci pow..."- nie dokończyłam, bo ktoś zabrał mi kartkę sprzed nosa. Podniosłam wzrok- był to nauczyciel. Ledwo spojrzał na kartkę, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Był rozbawiony, a może trochę zawstydzony.
- Ekhm..- odchrząknął- cóż... Myślałem, że dowiem się czegoś nowego o termodynamice. A tu taka niespodzianka. Przynajmniej wiemy teraz, że Jacob Soft dobrze całuje.- uśmiechnął się i oddał mi kartkę.
Myślałam, że spalę się tam ze wstydu. Dosłownie czułam jak się czerwienię. Czemu musiał powiedzieć to na głos? Schowałam twarz we włosach. Najchętniej uciekłabym teraz jak najdalej stąd. Nie chciałam słyszeć tych śmiechów i cichych komentarzy. Super, teraz cała szkoła się o tym dowie. Już lepiej być nie może. Właściwie to nie wiem, czemu sie tak tym przejmuję. Przecież wszyscy wiedzą o tym, że jesteśmy parą. A chyba całowanie się to normalna rzecz w związku, prawda?
- Było to wasze pierwsze przewinienie- z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczyciela- więc tym razem wam odpuszczę. Ale żeby było jasne, nie życzę sobie czegoś takiego na mojej lekcji. Na czym to ja... Ah, tak...- powiedział i wrócił do tematu.
Spojrzałam na Jessicę, która nie mogła powstrzymać śmiechu. No nie, ona też? Skarciłam ją wzrokiem, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło. Mam dość, pomyślałam i oparłam głowę na rękach, udając, że choć trochę jestem zainteresowana wywodami nauczyciela.

Kiedy zadzwonił dzwonek pośpiesznie wyszłam z klasy. Podbiegłam do swojej szafki. Jessica poszła za mną. Na miejscu czekał już na mnie Jacob.
- Hej dziewczyny- przytulił mnie.
- Hej- burknęłam.
- Ej, co jest?- zapytał.
- To, że nauczyciel przeczytał na głos mój liścik.- wyjaśniłam.
- No i co w tym złego?
- Napisałam tam, że dobrze całujesz- powiedziałam, gdy byliśmy już na parkingu.
- Ooo- uśmiechnął się- A jest tak ?
Znowu się zarumieniłam.
- Może...- i jakby chciał mi coś udowodnić przylgnął ustami do moich ust. Przyjemne dreszcze rozeszły sie po całym moim ciele. Jego usta ciepłe i takie pełne oraz ramiona, które mocno mnie do siebie przytulały, dawały mi poczucie bezpieczeństwa.
- Gołąbeczki... Też tu jestem- powiedziała Jess, tym samym przerywając nam pocałunek. Niechętnie się od niego odsunęłam.
- Wybacz Jess- rzekłam i się uśmiechnęłam, moja przyjaciółka odpowiedziała mi tym samym.
- Mam do was sprawę- zaczął Jake- Organizuję dziś wieczorem imprezę przy basenie i oczywiście, jesteście zaproszone.
- Ale czad! Będę na bank!- krzyknęła Jessica.
- Super! A ty Stel?
- Oczywiście, przecież musi cię ktoś pilnować- mrugnęłam do niego, a on się roześmiał- O której?
- O 18, przyjadę po ciebie- rzekł.
- Emm... Nie dzięki, zabiorę się z Jess.
- Jak chcesz. To do zobaczenia wieczorem- pocałował mnie na pożegnanie i wsiadł do swojego auta. Patrzyłam za nim, dopóki jego samochód nie zniknął za zakrętem.
____________________________________________________

Witajcie Dość długo mnie tu nie było. Miałam mnóstwo nauki, potem byłam na wycieczce i w ogóle nie znalazłam czasu na pingera.
Ale dziś już w mojej szkole była rada pedagogiczna, zatwierdzenie ocen, więc teoretycznie od dzisiaj zaczęły się już wakacje.
No właśnie! Wakacje. Czaicie, że zostało jeszcze tylko 13 dni szkoły?! Dla mnie to jest świetna wiadomość. Wreszcie może troche odpocznę. Jakie są wasze plany na tegoroczne wakacje? Piszcie śmiało
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Usłyszałam dokuczliwe brzęczenie. Powoli otworzyłam powieki. Dryń, dryń. Niechętnie podniosłam rękę i skierowałam ją na nocną półkę. Leżał tam mój telefon. To on nie pozwalał mi spać. Odsunęłam włosy z twarzy i z wciąż zamkniętymi oczami, odebrałam.
- Halo...- musiałam odchrząknąć, bo mój głos był niewyraźny.
- No nareszcie! Śpiąca Królewna raczyła odebrać telefon!- była to Jessica, wyraźnie się niecierpliwiła, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi.
- O czym ty mówisz?- spytałam zdezorientowana.
- Jest poniedziałek. Szkoła. Godzina 7.40. Mówi ci to coś?- na te słowa zerwałam się z łóżka.
- Rzeczywiście... Dobra, daj mi 15 minut- podbiegłam do szafy- Do zobaczenia.
- Obyś się nie spóźniła.
Ubrałam czarne rurki i białą koszulę w czarne kropki. Wbiegłam do łazienki.
Wyglądałam tragicznie. Poplątane włosy, resztki tuszu w kącikach oczu, cienie pod oczami. Wiedziałam, jaka była tego przyczyna.
Wróciłam późno od Jacoba i zmęczona, niestarannie zmyłam makijaż i się przebrałam.
Ale na wspomnienie wczorajszego dnia robiło mi się ciepło na sercu. Wciąż czułam jego ciepłe usta, jego bezpieczny uścisk, jego cynamonowy zapach.
Spojrzałam jeszcze raz w lusterko. Umyłam dokładnie zęby i twarz. Cienie zakryłam korektorem, na rzęsy nałożyłam odrobinę tuszu, przypudrowałam policzki i pomalowałam usta błyszczykiem.
Włosy spięłam w koński ogon.
Wybiegłam z pokoju, omal nie zapominając o plecaku.
W kuchni mama przywitała mnie karcącym spojrzeniem.
- Spóźnisz się. Przygotowałam ci śniadanie, żebyś zaoszczędziła trochę czasu.
- Dzięki m mamo- dałam jej szybkiego buziaka w policzek- Zobaczysz! Nie spóźnię się!- krzyknęłam, wychodząc z kuchni ze śniadaniem w dłoni. Pośpiesznie ubrałam białe conversy i założyłam czarną ramoneskę i już mnie nie było. Zdążyłam tylko powiedzieć "pa".
Wsiadłam na rower, jechałam najszybciej jak tylko mogłam. Wiatr rozwiewał moją i tak niestarannie ułożoną fryzurę. Ale mi to nie przeszkadzało.
Dojechałam pod szkołę po około pięciu minutach. Od razu zobaczyłam Jessicę. Stała z rękoma skrzyżowanymi na piersi, niecierpliwie tupiąc lewą nogą. Wyglądało to bardzo śmiesznie.
- Ileż można na ciebie czekać?- zapytała z kaprysem na twarzy, gdy do niej podjechałam.
- Cześć Jess. Miło mi cię widzieć, u mnie wszystko w porządku.- dokuczyłam jej, śmiejąc się przy tym. Rysy twarzy Jessicy złagodniały, a kąciki ust lekko drgnęły.
- Masz rację, cześć- uśmiechnęła się. Przytuliła mnie lekko.- No więc, opowiadaj!
- Ale co?- udałam, że nie wiem, o czym ona mówi.
- No wiesz, o randce z Jacobem!
- Hmmm... Czy powinnam ci powiedzieć?
- Daj spokój Stel- oburzyła się.
- Dobrze, już dobrze. Było... Niesamowicie.
  • awatar Un'Altra Vita: Lubię to Twoje opowiadanie :)
  • awatar turkusowaa: rany <3 wszystkie rozdziały przeczytałam i : ŚWIETNE!!! Uwielbiam <3 Masz talent *.*
  • awatar ωєяσиιкѕѕѕ: super, super, super. Bardzo podoba mi się jak piszesz. Tylko robisz jeden błąd, który rzuca się w oczy. (nie chcę cię urazić ani nic z tych rzeczy, tylko doradzić) Nie ubieramy ubrań, tylko ubieramy się w jakieś ubranie albo zakładamy jakieś ubranie. Jak piszemy: ubrałam buty, to wychodzi na to, że my w coś ubieramy te buty, np. ubieramy buty w sukienkę. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jechaliśmy już dobre piętnaście minut. Nagle skręciliśmy w wąską uliczkę. Na jej końcu stała willa.
- Gdzie jesteśmy?- zapytałam, kiedy Jacob otworzył mi drzwi samochodu.
- Witaj w moich skromnych progach- uśmiechnął się.
- To... To jest twój dom?- zapytałam z niedowierzaniem. Chłopak kiwnął głową. Moje usta otworzyły się, tworząc literę "O".
Jacob się zaśmiał. Przepuścił mnie przez bramę. wszystko wyglądało idealnie. Trawnik i krzewy równo przystrzyżone, wokół ogromnych drzew, cała masa kolorowych kwiatów. Długa ścieżka prowadziła do schodów. Dom był pomalowany na beżowo, a szklane okna i kwiatowe mozaiki zdobiły jego ściany.
W środku też było pieknie. Klasyczny wystrój, prostota, a zarazem wspaniała i subtelna elegancja.
Weszliśmy do dużego pomieszczenia, prawdopodobnie salonu. Na środku stała czarna, skórzana kanapa, z bordowym nakryciem. Obok niewielki, czarny stolik. Naprzeciwko okna stał duży telewizor, a nieopodal półki z kwiatami. Szare ściany zdobiły czarno- białe fotografie.
Chłopak poprowadził mnie do następnego pokoju. Była to jadalnia. Tym razem na szarych ścianach wisiały różnorodne pejzaże. W kącie stał zabytkowy gramofon. Czy ktoś ich w ogóle jeszcze używa?
Centralne miejsce zajmował nakryty już stół. Biały obrus obsypany był płatkami czerwonych róż.
Jake odsunął mi krzesło i poprosił, żebym usiadła.
- Dziękuję, panie Soft- uśmiechnęłam się.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panienko Johnson.- rzekł i zajął swoje miejsce- Podano do stołu- sięgnął po pokrywkę z mojego talerza. Od razu poczułam, że mój nos wypełnia wspaniała woń. Pachniało cudownie, wyglądało również bardzo smacznie. Wzięłam na widelec pierwszy kęs i włożyłam go do ust.
- Mmmm... - wyrwało mi się- To jest pyszne!
- Cieszę się, że ci smakuje.
Resztę posiłku spędziliśmy w ciszy, delektując się kolacją.
Po zjedzeniu Jacob wstał i podszedł do gramofonu. Włączył wolną piosenkę. Wiedziałam, co mnie czeka.
Wyciągnął do mnie dłoń, kłaniając się teatralnie.
- Czy mogę prosić?- uśmiechnął się szelmowsko. Na początku chciałam odmówić, ale zgodziłam się pod wpływem jego spojrzenia. Chłopak ujął moją dłoń. Drugą położył mi na talii, a moja spoczęła na jego ramieniu.
Oparłam głowę na jego piersi, przez co staliśmy jeszcze bliżej. Powoli kołysaliśmi się w rytm muzyki. Nagle Jacob odchrząknął.
- Co się stało?- zapytałam zdziwiona - Stanęłam ci na nodze?
Chłopak był wyraźnie rozbawiony moim pytaniem.
- Nie głuptasie- uśmiechnął się, lecz po chwili jego twarz nieco sie zmieniła. Wyglądał jakby bił się z myślami.
- Czy, czy ty masz jakieś znamię?- wyrzucił z siebie. Co mu przyszło do głowy, żeby pytać się o takie coś?
- Taaak- odparłam zmieszana. - Dlaczego pytasz?
- Z ciekawości- zawahał się na chwilę- A gdzie je masz i jak ono wygląda?
Dziwne, dlaczego go to tak ciekawi. Przecież to zwykłe znamię! Może po prostu chce dowiedzieć się czegoś więcej o mnie. Zdecydowałam, że mu odpowię.
- Mam niewielkie znamię, jakby w kształcie motyla, przy lewym ramieniu.
- Aha.
Co to miało być? Aha? Naprawdę dziwne.
- Podniósł kciukiem moją brodę, żebym na niego spojrzała. W te jego wspaniałe oczy, w których można sie zatracić. - Gniewasz się na mnie?
- Nie, no coś....- i to mu wystarczyło.
Zbliżył swoją twarz do mojej. Przylgnął do mnie ustami. Całował mnie czule i delikatnie, a zarazem namiętnie. Jego ciepłe wargi idealnie pasowały do moich. Włożyłam swoje dłonie w jego gęste włosy, on trzymał mnie za talię. Nareszcie, to się dzieje!- krzyknęłam w duchu. Czułam, że ogarnia mnie niepohamowana euforia. Przez całe ciało przechodziły przyjemne dreszcze.
Jacob powoli odsunął swoje usta od moich. Nie chciałam, żeby przerywał. Tym razem to ja go pocałowałam. Zaśmiał się lekko i oddał pocałunek. Kiedy już nie mogłam złapać oddechu, niechętnie się od niego odsunęłam. Oparł swoje czoło o moje. Staliśmy patrząc sobie w oczy.
- Kocham cię, Stello- szepnął. Poczułam, że ogarnia mnie ciepło, dreszcze przechodzą po całym ciele, a usta składają sie do uśmiechu. Byłam chyba najszczęśliwszą osobą na tym świecie!
- Ja ciebie też- rzekłam i mocno go do siebie przytuliłam. Chciałam już nigdy nie puszczać go z objęć. Chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hejka

Mam dziś do Was pewną prośbe. Mianowicie, chciałbym żebyście polecili mi jakieś fajne książki. Może być fantasy, romans, wampiry, wilkołaki i te sprawy. W każdym razie coś dla nastolatki XD
Piszcie śmiało w komentarzach, jeśli coś Wam przychodzi na myśl.

I jeszcze jedno pytanko. Czy ktoś z Was czytał trylogię "Trylle" lub cykl "Świat Nocy"? Co o nich sądzicie? Polecacie je ?

Z góry dziękuję
  • awatar Will Give You My Heart ♥: "Władca Pierścieni"-wszystkie trzy części. "Hobbit" "Atramentowa Trylogia; Atramentowe serce, Atramentowa krew, Atramentowa śmierć"-C. Funke.
  • awatar Art et la Vie: Jeśli chodzi o fantasy to bardzo przypadły mi do gustu książki amerykańskiej pisarki Andre Norton.
  • awatar Kochająca Książki *.*: Dziękuję Wam bardzo za te propozycje ;) na pewno coś z tego wybiorę. Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie.
- Dlaczego tak krzyczała?- zapytał ktoś. Znajomy głos.
- Miała zły sen. Ona coś podejrzewa. Nie chce uwierzyć w atak zwierzęcia. Trzyma się swojej wersji. Nie wiem, co powinniśmy zrobić- odparł doktor Larry.
- Już ty dobrze wiesz co! - krzyknął ten drugi.
- Nie możemy tego zrobić! Oszalałeś?!- rzekł bardzo głośno- Powiedz mi lepiej, czy dorwaliście tego drania- uspokoił się nieco, co dało się słyszeć po jego głosie.
- Nie... Szukamy go, staramy się jak możemy, ale on gdzieś się....- przerwał na chwilę- Zaraz...
Usłyszałam kroki, ktoś się do mnie zbliżał. Chciałam wrócić do łóżka, lecz nie zdążyłam, bo ktoś w ułamku sekundy przycisnął mnie do ściany. Moje ręce zostały zamknięte w żelaznym uścisku nad głową. Przede mną stał, tak jak się domyślałam- Chris. Był naprawdę zły. Bałam się go.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać- powiedział przez zęby- Gadaj, co usłyszałaś- warknął i wzmocnił uścisk.
- To boli... Proszę, puść mnie- byłam bliska płaczu- Nic nie usłyszałam.
- Nie kłam!
- Chris, puść ją- powiedział stanowczo doktor Larry.
- Ale... No dobra. Tylko bez numerów.
- Dziękuję- zwróciłam się do lekarza i potarłam nadgarstki.
- Nie ma za co. Teraz proszę, usiądź-wskazał na łóżko- I opowiedz nam, co usłyszałaś.
- Nic takiego. Tylko tyle, że kogoś tropicie i... Nie wiecie co ze mną zrobić.- mówiąc to, patrzyłam w podłogę.
- Czyli niewiele. Pewnie masz dużo pytań- rzekł doktor.
- No nie mów mi, że będziesz odpowiadał na jego pytania!- wzburzył się Chris, który stał oparty o drzwi.
- Wiesz dobrze, że to konieczne- zwrócił się do niego ze spokojem- Grozi jej niebezpieczeństwo.
Słowo to, odbijało się w mojej głowie. Niebezpieczeństwo? Myślałam, że najgorsze mam już za sobą. Czyżbym się myliła? W gardle stanęła mi gula.
Musiałam zadać to pytanie.
- Kim jesteście?- popatrzyłam w oczy doktora, potem spojrzałam na Chris'a. Żaden z nich nie chciał mi odpowiedzieć- Kim jesteście?!- powtórzyłam zniecierpliwiona.
- Rose...- zaczął lekarz- Ty już to wiesz.
O czym on mówił?
Przypomniałam sobie o tym, co mi się przytrafiło. O tych dwóch mężczyznach, o ugryzieniu, o niesamowitym bólu, o czerwonych, przerażających oczach. Pomyślałam o szybkości i sile Chris'a. O ich nieziemskim wyglądzie.
Wszystko układało się w logiczną całość. Ale to było przecież niemożliwe. A może jednak...
Spojrzałam w ich twarze. Lekarz patrzył na mnie smutno. Rysy Chris'a złagodniały i teraz widać było, że mi współczuje. Zatopiłam się w głębię jego oczu. Szukałam w nich odpowiedzi.
- Cz- czy to prawda?- wyjąkałam- Jesteście...- to słowo nie chciało przejść mi przez gardło. To było zbyt absurdalne i niemożliwe.
- Wampirami- dokończył za mnie Chris. Powiedział to z takim obrzydzeniem w głosie, co bardzo mnie zdziwiło.
Przyłożyłam dłoń do ust, zamknęłam oczy. To nie mogła być prawda. To pewnie jakiś chory sen.
- Nie, Rose ... To nie jest sen- doktor przerwał moje rozmyślania- To jest twój koszmar. Grozi ci poważne niebezpieczeństwo.- spojrzał mi prosto w oczy- Tak bardzo mi przykro, Rose- dodał.
  • awatar My imaginary world♥: Wciągające *o*
  • awatar Zorena: Czuję jakiś niedosyt w tym rozdziale, brakuje uczuć głównej bohaterki. Cóż to, że Chris i doktor są wampirami nie jest dla mnie zaskoczeniem, od razu się domyśliłam. Mam wrażenie, że inspirowałaś się "Zmierzchem", mam nadzieję, że twoje opowiadanie nie będzie aż tak do niego podobne, bo uważam te filmy i książki za niezbyt dobre, wole coś w stylu "Underworld". Mimo tp czekam z niecierpliwością na następny rozdział, bardzo rozbudziłaś moją ciekawość. No to lece pisać moje opowiadanie :D
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Dobra, wampiry nigdy mnie specjalnie nie pociągały, ale twoje opowiadanie postaram się czytać. Ciekawi mnie o jakie niebezpieczeństwo chodzi i co Rose ma z tym wspólnego. Brakuje mi trochę bardziej rozbudowanych opisów otoczenia, miejsc oraz uczuć. Piszesz w pierwszej osobie, więc uczucia powinny grać jedną z głównych ról. (wybacz, ja po prostu mam ogromną słabość do opisów). Nie widziałam żadnych powtórzeń, tak przynajmniej mi się wydaje, ani błędów stylistycznych czy coś w tym guście. O interpunkcji nie będę się wypowiadać, bo sama mam z nią problem, więc przemilczę ten temat. Mam tylko nadzieję, że nie przeczytam kolejnego "Zmierzchu" ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 



No właśnie, dlaczego? Zawsze mnie to zastanawia i dziwi.
Bardzo często, gdy pomyślę sobie o czymś, co chcę zrobić i faktycznie już się do tego zabieram, moja odwaga natychmiastowo się kurczy. I nic na to nie poradzę. Też tak macie?
_______________________________________
Postanowiłam, że w dniach, w których nie dodaję kolejnych rozdziałów będę dodawać różne cytaty i przemyślenia, wiecie tak żeby nie było nudno
 

 
Biegłam przez ciemny las. Uciekałam. Wiedziałam, że ktoś mnie goni. Był nieludzko szybki. Potknęłam się i przecięłam sobie kolano. ON, jakby wiedziony zapachem krwi, zjawił się przy mnie w ułamku sekundy. Rzucił się na mnie i zatopił swoje kły w moim ciele. Z mojego gardła wyrwał się przeraźliwy krzyk. I wtedy się obudziłam. Byłam zalana potem, ciężko oddychałam. Nie byłam podpięta do aparatury. Wsłuchałam się w odgłos kapiącej kroplówki. Kap, kap. Uspokajałam się. Rozejrzałam się po pokoju. Było ciemno, więc niewiele widziałam. Wiedziałam tylko, że nie jest to to samo pomieszczenie, w którym obudziłam się pierwszy raz. Wciąż czułam ból na szyi, lecz nie był on już tak doskwierający. Dotknęłam tego miejsca, było owinięte bandażami.
Nagle zobaczyłam, że ktoś do mnie pochodzi.
- Słyszałem krzyk- był to doktor Larry- Co się stało?
- Miałam okropny sen.
- Ale czy wszystko już w porządku?
- Tak... To znaczy nie. Nic nie jest w porządku. Proszę, niech mi pan powie co się ze mną stało.
- Myślę, że teraz jest nieodpowiednia pora- rzekł spokojnie- Powinnaś iść spać.
- Pan coś wie. Proszę, chcę wiedzieć.
- Tak, jak ci już mówili rodzice, zostałaś zaatakowana przez zwierzę.
- Nieprawda. To byli mężczyźni. Widziałam ich. Uciekałam, starałam się, ale oni byli zbyt szybcy. Lucas... Tak miał chyba na imię, ugryzł mnie- opowiadałam- Czułam się, jakbym miała umrzeć.- zaczęłam płakać, a lekarz przysłuchiwał mi się z wyraźnym smutkiem- W głębi duszy tego właśnie chciałam. Miałam już dość cierpienia. To było straszne. A wtedy zjawili się oni. Kim byli ci, którzy mnie znaleźli?
- To był mój bratanek Christopher z kolegami- wyjaśnił.
Ten nieziemsko przystojny chłopak, który jest nowy w szkole? Zaśmiałam się w duchu. Kąciki ust lekarza lekko się uniosły. Tylko dlaczego?
- Co oni tam robili?- dopytywałam się.
- Byli na... Spacerze i cię znaleźli.
- Pan też wierzy w atak zwierzęcia- stwierdziłam fakty.
- Tak- zawahał się- Nic innego nie mogło cię tak ugryźć.
- Czemu nikt mi nie wierzy?- zapytałam zrozpaczona.
- Rose, uderzyłaś się mocno w głowę. To, co widziałaś nie było prawdziwe.
Czyli oni myślą, że zwariowałam, pomyślałam i obróciłam się w drugą stronę.
- Doktorze...
- Tak?
- Czy... On, to znaczy Chris może mnie odwiedzić?
- Zapytam się go, obiecuję. Ale na razie to powinnaś iść spać, dobrze?
- Mhmm... Dziękuję.
Próbowałam zasnąć, jednak nic z tego. Przewracałam się z boku na bok. Myślałam o tym, czy faktycznie zostałam pogryziona przez zwierzę. Może wszyscy mają rację? Może po prostu zwariowałam?
Nagle usłyszałam rozmowę dochodzącą zza drzwi. Rozpoznałam głos doktora Larry'ego. Rozmawiał z kimś... O mnie?
Wiedziałam, że jestem bardzo słaba, ale wstałam z łóżka. Odpięłam kroplówkę, zakręciło mi się w głowie. Mimo to, chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Minął już miesiąc odkąd chodzę do nowej szkoły. Można uznać, że od dwóch tygodni Jacob jest moim chłopakiem. Naprawdę dobrze nam się układa. Wczoraj zaprosił mnie na randkę. Odrazu się zgodziłam! Jestem bardzo szczęśliwa.
To nasze pierwsze takie spotkanie. Moja pierwsza w życiu randka. Tak, pierwsza. Jakoś wcześniej nie miałam ochoty, po prostu nie czułam takiej potrzeby, żeby się z kimś umawiać.
A teraz? Jestem wniebowzięta! Wreszcie komuś na mnie zależy.
Nie powiedziałam o tym jeszcze nikomu oprócz mamie, dlatego postanowiłam napisać do Jessicy. Przez ten miesiąc spędziłyśmy dużo czasu, więc lepiej ją poznałam. Okazała się być wspaniałą dziewczyną i przyjaciółką.

"Hej Jess. Ważna sprawa. Potrzebuję twojej pomocy!"
Po chwili przyszła odpowiedź:
"Cześć, co się stało?"
"Jacob zaprosił mnie na randkę"
"No nareszcie! Już do ciebie idę!"
"Okey"- napisałam.

Po dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknęłam i zeszłam na dół. Jessica napawała optymizmem, gdy weszła do mojego domu.
- Dzień dobry pani Amando!- przywitała się.
- Cześć Jess!- krzyknęła mama z kuchni.
- Opowiadaj- poprosiła moja przyjaciółka.
- Nie tutaj. Chodź na górę.
Gdy weszłyśmy do pokoju od razu usłyszałam Jessicę.
- No więc?- ponagliła mnie. Usiadłam na łóżku.
- To było wczoraj, gdy wracaliśmy do domu. Chwycił mnie za rękę i zaproponował, a ja oczywiście się zgodziłam.- powiedziałam.
- Na kiedy jesteście umówieni?
- Na dzisiaj. Przyjdzie po mnie o 18.
- Dziewczyno, jest już 16.30!- krzyknęła.
- Wiem! Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Mogę na ciebie liczyć?
- Oczywiście. Idź weź sobie kąpiel, a ja w tym czasie przygotuję ci jakieś ubrania. Dobrze?
- Jasne. Kochana jesteś.
- No wiem- mrugnęła do mnie.
Poszłam do łazienki i nalałam sobie gorącej wody, wlałam do niej płyn i weszłam do wanny. Poczułam się taka rozluźniona. Całe napięcie ze mnie zeszło. Nagle usłyszałam pukanie.
- Stel, żyjesz jeszcze?- powiedziała z nutką rozbawienia.
- Tak- roześmiałam się- Która godzina?
- Już 17.
- O cholera! Już wychodzę.
Zawinęłam włosy w ręcznik, ubrałam szlafrok i wyszłam. Kiedy zobaczyłam, co przyszykowała dla mnie Jessica, odebrało mi mowę.
Była to biała sukienka z dwoma wcięciami po obu stronach. Do tego wybrała białe baleriny, złoty naszyjnik i bransoletki.
- Wow. Zupełnie zapomniałam o tej sukience.
- No widzisz- uśmiechnęła się- Idź się lepiej ubierać.
- Racja.
Po pięciu minutach wróciłam do niej. W ręce trzymała suszarkę.
- Teraz włosy. Zapraszam- wskazała na krzesło przy toaletce.
Jessica starannie osuszyła mi każde pasmo. Zostawiła je rozpuszczone, bo stwierdziła, że w takich wyglądam najlepiej. Jedynie końcówki lekko podkręciła lokówką.
- No dobrze, jeszcze makijaż- zamyśliła się na chwilę, a potem wzięła się do pracy. Lekko przypudrowała mi policzki, na rzęsy nałożyła tusz, na usta zaś błyszczyk.
- Voila!- rzekła najwyraźniej z siebie dumna.
- Wow... Jess to... Brak mi słów! Dziękuję ci tak bardzo!- przytuliłam się.
Nagle rozległ sie dźwięk dzwonka.
- To pewnie Jacob. No leć na dół!
- Dziękuję- powiedziałam jeszcze raz i ponownie się przytuliłam.
- Liczę, że opowiesz mi każdy szczegół- dodała z uśmiechem.
- Co tylko zechcesz- odpowiedziałam schodząc po schodach. Po drodze spotkałam mamę.
- I jak?- zapytałam.
- Wyglądasz cudownie. Baw się dobrze, tylko nie wróć za późno.
- Dobrze mamo, paa.
Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam bukiet czerwonych róż.
- Witaj Stello. To dla ciebie.
- Cześć. Są piękne, dziękuję- pocałowałam go w policzek- To jak, jedziemy?- kiwnął głową i wyciągnął rękę. Chwyciłam ją i dałam się poprowadzić do auta. Jacob wyglądał niesamowicie. Miał dżinsową koszulę, której rękawy były lekko podwinięte i trochę cemniejsze spodnie. Dodatkiem były czarne okulary. Chłopak także mi się przyjrzał. Widać było, że jest pod wrażeniem.
- Wow- rzekł- Piękne wyglądasz- szepnął mi prosto do ucha, kiedy otwierał mi drzwi. Poczułam jego oddech na szyi, przeszedł mnie dreszcz.
- Dziękuję- zarumieniłam się.
- Gotowa?
- Oczywiście- odparłam zadowolona.
__________________________________
Sukienka Stelli



Ubranie Jacob'a



Bukiet róż

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znacie to uczucie, gdy całe cierpienie w jednej chwili znika? Gdy czujecie upragnioną ulgę? Gdy myślicie, że już nigdy was to nie dopadnie, że już po wszystkim? No właśnie.
Doświadczyłam tego uczucia tylko przez chwilę. Myślałam, że umarłam. Ale gdybym nie żyła, to chyba słyszałabym pikającej aparatury, prawda? W dodatku ten niesamowity ból na szyi. Tego też bym zapewne nie czuła. Zmusiłam się do otworzenia oczu. Powieki wydawały się takie ciężkie. Z trudem zamrugałam. Byłam prawdopodobnie w szpitalnej sali. Jasne światło bardzo raziło mnie w oczy. Spróbowałam podnieść rękę. Nic to nie dało, byłam taka słaba.
Nagle zobaczyłam, że ktoś do mnie podchodzi. Przyjrzałam się postaci i była to moja mama. Miała zatroskaną minę, oczy czerwone od płaczu.
- Rose... Słyszysz mnie kochanie?- była bardzo przestraszona. Z trudem kiwnęłam głową.
- Steve. Obudziła się- przy jej boku pojawił się mój tata.
- O, jak dobrze! Pójdę po lekarza. - rzekł uradowany.
- Gdzie...- zaczęłam ledwo słyszalnie.
- Ciii... Nic nie mów. Już jest dobrze- odparła mama, tak jakby to sobie chciała uświadomić tą myśl.
W tej chwili podszedł do mnie lekarz. Wyglądał zbyt młodo. Miał kasztanowe, krótkie, kręcone włosy i jasną cerę. Na czole malowała się jedna zmarszczka, która wcale nie ujmowała mu urody. Czarne oczy patrzyły przyjaźnie.
- Witaj Rose. Jestem dr. Larry. To dobrze, że się obudziłaś.- uśmiechnął się- Spałaś tak przez trzy dni- dodał.
Trzy dni? No nieźle, pomyślałam.
Lekarz poświecił mi w oczy latarką, zmierzył puls, spojrzał na wyniki.
- Wygląda na to, że wracasz do formy. - moi rodzice głośno odetchnęli.- Myślę, że za kilka dni będziesz mogła nas opuścić- zamyślił się-Dobrze, zajrzę do ciebie później. Powinnaś odpocząć. Państwo też powinni pójść do domu.
- Tak też zrobimy. Dziękujemy- odpowiedział tata.
- Martwiliśmy się o ciebie. - powiedziała mama po wyjściu lekarza.
- Co sie właściwie stało?- zapytałam zachrypniętym głosem.
- Nic nie pamiętasz?- mama wyraźnie się zaniepokoiła.
- Wiem, że poszłam do lasu i się zgubiłam- ciężko było mi cokolwiek powiedzieć, ponieważ ból rozdzierał moje gardło.
- Tak, szukaliśmy cię. Jakiś chłopak znalazł cię w lesie. Byłaś cała we krwi.- wzdrygnęła się- Podejrzewają atak zwierzęcia.
I to mi wystarczyło. Nagle w mojej głowie odtworzyły się wszystkie wydarzenia. Las. Noc. Mężczyzna. Krew. Ból. Ugryzienie. Cierpienie.
Moje serce zaczęło mocniej bić. Z trudem łapałam powietrze.
Aparatura, do której byłam podłączona zaczęła wydawać głośniejsze dźwięki.
- Rose... Rose, co się dzieje?! Doktorze!- zaczęła krzyczeć mama, a jej oczy wypełniły się łzami.
Lekarz był już przy mnie.
- Spokojnie. Już dobrze- rzekł- Damy jej coś na uspokojenie- zwrócił się do moich rodziców.
- On... On mnie... Ugryzł- zaczęłam płakać.
- Cii... Spokojnie- słyszałam kojący głos lekarza.
- To nie byli ludzie! Mieli kły i... I...- nie skończyłam, bo poczułam się sennie.
- Tak lepiej. Nie denerwuj się.
Doktor Larry zaczął tłumaczyć coś moim rodzicom. Powiedział, że to stres pourazowy, że to się zdarza i że nie mają się czym martwić.
Mama chwyciła mnie za rękę, a ja wciąż niespokojna zasnęłam.
-----------------------------
Na początku tego tygodnia postaram się dodać kolejny rozdział "Przeznaczenia" a co myślicie o tym rozdziale? Proszę o szczerą odpowiedź. Miłej niedzieli, pozdrawiam.
  • awatar Zorena: Już chcę więcej! :D Rozdział raczej spokojny, ale pozostawia pytanie "I co dalej!?". Sama staram się stosować taką technikę, że kończę rozdział aby czytelnik czekał na kontynuacje. Co do treści to jak zawsze cudowna :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rano obudził mnie dźwięk budzika. Nie chciało mi się wstawać. Nie wyspałam się, bo w nocy była burza. Wyjrzałam przez okno. Silny wiatr, zachmurzone niebo, sprawiały, że nie chciało mi sie wychodzić z domu. Zmusiłam sie jednak do wstania. Ubrałam się w czarne getry i kremowy sweter. Zeszłam na dół. W kuchni siedziała już moja mama, która dopijała swoją poranną kawę.
- Cześć mamo- pocałowałam ją w policzek.
- Dzień dobry skarbie. Też nie mogłaś spać?
- Tak, niestety- ziewnęłam- mamo musimy porozmawiać. Zbyt dużo pracujesz i...
- Wcale nie..- przerwała mi.
- Daj mi skończyć- poprosiłam- Postanowiłam, że znajdę sobie jakąś pracę, pomogę ci.
- Ale co ze szkołą?
- Pogodzę te dwie rzeczy. Obiecuję.- rzekłam.
- Zrobisz jak zechcesz Stello. Jesteś już prawie pełnoletnia.- w tej chwili usłyszałyśmy klakson samochodu.
- Muszę już lecieć. Jacob mnie dziś podwiezie.- odparłam- Pa, kocham cię.
- Miłego dnia córciu- po tych słowach wyszłam z domu.
Moim oczom ukazał się sportowy samochód. Granatowe Porsche. Syn prawnika, pomyślałam i zaśmiałam się w duchu. Jacob opierał się plecami o auto. Ręce miał włożone w kieszenie. Ubrany był w czarne spodnie i niebieską koszulę. Włosy ułożone w nieładzie. Wyglądał nieziemsko.
- Cześć. To twoje auto?- zapytałam.
- Hej Stel. Ojciec mi je kupił. Jedziemy?- kiwnęłam głową. Chłopak otworzył mi drzwi- Zapraszam- posłał mi jeden z tych uśmiechów, które uwielbiałam.
Po chwili siedzieliśmy razem w samochodzie. Jacob włączył radio. Zdziwiło mnie to, że jechał bardzo ostrożnie, a prędkość nie przekraczała 40km/h. Niewiele rozmawialiśmy. Wystarczała nam nasza bliskość i porozumiewawcze spojrzenia. Dojechaliśmy na parking i wyszliśmy z auta.
- Dlaczego oni tak się na nas patrzą?- szepnęłam.
- Zrobiliśmy furorę, Stello.
- Jak to?
- Nie spodziewali się, że przyjedziemy razem. To są spojrzenia zazdrości- powiedział żartobliwie i chwycił mnie niepewnie za rękę. Spojrzałam na nasze złączone dłonie. Potem spotkałam wzrok Jacoba.
W jego oczach zobaczyłam czułość, pewność siebie i... Miłość. Odwzajemniłam uścisk.
Coś, co jeszcze kilka godzin temu wydawało mi się niemożliwe, coś co do tej pory było tylko moim marzeniem, w jednej chwili stało się rzeczywistością.
Zrobiliśmy kolejny krok i teraz szliśmy trzymając się za ręce. Byłam taka szczęśliwa.
Niektórzy dziwnie się na nas patrzyli, inni uśmiechali, a jeszcze innym szczęka opadła z wrażenia. Kto by pomyślał, że już w pierwszym tygodniu spotkam bratnią duszę. Kogoś, komu będę potrzebna, przy kim będę bezpieczna i kto będzie dawał mi oparcie w trudnych chwilach. Między nami coś zaiskrzyło. Co więcej, byłam pewna, że Jacob coś do mnie czuje. Wcześniej odsuwałam od siebie tę myśl. Nie chciałam w to wierzyć, ale chyba się... Zakochałam. Tak, zakochałam się w Jacobie, pomyślałam uradowana.
 

 
Hejka
Wiem, że 500 dla niektórych to bardzo mało. Dla mnie wręcz przeciwnie. Jestem mega zadowolona, że udało mi się to osiągnąć.
Dziękuję Wam za komentarze, obserwacje, każde wejście i przeczytanie moich opowiadań. Jesteście wielcy, dziękuję jeszcze raz <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Poczułam, że ktoś dotyka moich włosów. Bardzo powoli się obróciłam i ujrzałam przed sobą wysokiego mężczyznę. Włosy miał postawione na żelu. Jego oczy były przerażające- w kolorze szkarłatnym. Na twarzy malował się zawadiacki uśmiech.
- No proszę- rzekł dźwięcznym głosem- Kogo my tu mamy? Co robisz tu całkiem sama?
- Zg-zgubiłam s-się- wyjąkałam przestraszona.
- O jaka jesteś biedna...- podszedł do mnie bliżej. Stanęłam w bezruchu, gdy wziął do ręki kosmyk moich włosów i go powąchał.- Mam na imię Lucas. Mmm... Ale ty smakowicie pachniesz- dodał rozmarzony.
Tak bardzo się bałam. Moje serce biło coraz szybciej, ręce zaczynały się pocić. Nagle wzrok mężczyzny zatrzymał się za mną.
- Marco... Zostaw ją- powiedział rozbawiony- Nie zrobimy jej krzywdy. Przynajmniej nie teraz- dodał.
W jednej sekundzie u jego boku pojawił się drugi mężczyzna. Nie był już tak wysoki, jak tamten. Długa grzywka ukrywała czoło i częściowo oczy, które były bordowe.
Usta miał lekko rozchylone, z warg ociekał czerwony płyn. Zaraz... Czy to krew? Spojrzałam na jego dłonie, które także były tym pokryte. Zrobiło mi się niedobrze.
- Jak widzisz- zwrócił się do mnie- Marco właśnie jadł kolację- rzekł obojętnym tonem- Ale jak widać po jego wyrazie twarzy, jeszcze nie zaspokoił swojej potrzeby.- dodał- A tu proszę, pojawiasz nam sie ty.- stanął za mną. Przełożył moje włosy na jedną stronę, tak aby odsłonić szyję. Przejechał po niej paznokciem. W pewnej chwili przycisnął go mocniej do skóry, tworząc niewielką ranę. Rozpoznałam zapach krwi. Była to moja krew.
Musiałam uciekać. Nie chciałam umierać, nie w ten sposób. Zebrałam całą swoją siłę i kopnęłam mężczyznę w brzuch. Zgiął się w pół. Wtedy zaczęłam uciekać. Nagle ktoś chwycił mnie za szyję, uniósł do góry i rzucił o ziemię. Poczułam pulsujący ból z tyłu głowy. Przyłożyłam tam rękę, która od razu się zaczerwieniła. Zobaczyłam dwie postaci idące w moim kierunku.
- Nieładnie... A chciałem załatwić to szybko. Teraz poniesiesz konsekwencje.- powiedział ten wyższy. W jego oczach pojawił się błysk, a z górnej szczęki wysunęły się dwa kły.
Oboje stali już przede mną. Nagle Lucas się na mnie rzucił. Poczułam ukłucie. Wiedziałam, że mnie ugryzł.
Niewyobrażalny ból docierał do każdej komórki mojego ciała. Czułam się, jakbym płonęła od środka. Zaczęłam krzyczeć, wyrywać się. Nie trwało to długo. Ogromne cierpienie mnie wykańczało. Powoli traciłam oddech. Łapczywie pochłaniałam jak największą ilość tlenu. Niestety, moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Ostatnią rzeczą, jaką widziałam było trzech innych mężczyzn rzucających się na moich oprawców.
Wzięłam jeszcze jeden oddech i zamknęłam oczy. Wiedziałam, że to już koniec.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wolicie, żebym dodała "Przeznaczenie" czy "Wiecznie Żywa".
Piszcie, bo nie wiem co wybrać xD
 

 
"Drogi Pamiętniku!
Pierwszy dzień minął mi naprawdę szybko i przyjemnie. Luke tak bardzo się zmienił! Nie poznałam go. Spotkałam dziś Brad'a, który umówił się z Bellą. Boję się o nią, ponieważ znają się tylko tydzień.
Ale, jak to mówią nie oceniaj książki po okładce.
Do naszej szkoły zaczął dziś chodzić jakże przystojny i intrygujący Chris. Nogi się podemną uginały, gdy go widziałam. Czułam się cudownie, gdy na mnie patrzył. Jednak w jego spojrzeniu dopatrzyłam się czegoś zupełnie dziwnego, czegoś co do niego nie pasowało. Strachu. Tak, wyglądał, jakby się czegoś bał. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Ale mam zamiar się dowiedzieć."

Była jeszcze wczesna pora, więc zeszłam do kuchni, wzięłam jabłko, butelkę wody i spakowałam je do torebki. Postanowiłam pójść do lasu. Kiedy Lara wyjechała, musiałam odreagować. Tamtego dnia byłam smutna i przygnębiona, a szum drzew i śpiew ptaków, mnie uspokajał.
Stałam teraz na skraju lasu, który rósł niedaleko mojego domu. Poszłam w stronę dużego dębu. Drzewo pod którym siedziałam, wyglądało na bardzo stare. Spojrzałam w górę na prześwitujące przez koronę promienie, które ogrzewały moją twarz. Dąb ten był granicą, której nigdy nie przekraczałam. Nie wiedziałam, co na mnie czeka, gdybym weszła głębiej. I teraz ta perspektywa bardzo mnie zaintrygowała. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 18: 00, a słońce nie chyliło się jeszcze ku zachodowi. Raz się żyje, pomyślałam i poszłam w w gląb lasu. Pewnym krokiem przeszłam przez pierwszy rząd krzewów. Szłam po ścieżce, do czasu, gdy się nie skończyła. Potykałam się na wystających korzeniach. Kilka razy źle stanęłam, co powodowało chwilowy ból. Mimo to, szłam dalej.
Nie zauważyłam nawet, że zrobiło się ciemno. Na zegarku była godzina 19: 00. Czas wracać, pomyślałam. Zaraz... Tylko w którą stronę? Usiłowałam znaleźć jakiś charakterystyczny szczegół, który mógłby mnie nakierować. Wkoło rosły same drzewa. Wyciągnęłam telefon z torebki. Brak zasięgu.
No świetnie, pomyślałam przestraszona.
Nie, nie, nie... Przecież nie mogłam się zgubić. Ale ja jestem idiotką. Co mnie naszło, żeby wybierać się samej do lasu.
Nagle usłyszałam szelest. Podskoczyłam ze strachu. Odwróciłam sie w kierunku, z którego dobiegał dźwięk.
Liście pewnego krzewu poruszały się tak, jakby miało coś z niego wyskoczyć. Zaczęłam się cofać. Nagle ktoś za mną stanął.
 

 
Po czterech godzinach przyszła pora na lunch.
- Jabłkowy czy pomarańczowy?- zapytała przyjaźnie pani Ania.
- Zdecydowanie pomarańczowy- uśmiechnęłam się- Dziękuję.
Zajęłam miejsce tradycyjnie przy ścianie. Przy stoliku był już Luke, Sophia, Bella i chłopak z afro, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
- Cześć Rose!- dziewczyny podbiegły do mnie i pocałowały mnie w policzek.
- Hej! Dobrze Was widzieć!- krzyknęłam.
- Rose, to jest Brad- Bella wskazała na chłopaka z afro.
- Miło mi Cię poznać- rzekłam.
Brad uśmiechnął się i kiwnął głową.
Chłopcy powrócili do rozmowy o sporcie.
- Widziałyście tego Chris'a?- zapytała Sophia- Ale z niego ciacho.
- Nie jest w moim typie- rzekła Bella- a ty co o nim sądzisz, Rose?
I wtedy jakby na zawołanie do stołówki wszedł Chris. Wwiercał się we mnie swoim spojrzeniem. Moje serce zaczęło szybciej bić.
- Fakt, jest przystojny- odpowiedziałam- Ale dziewczyny on nie jest dla nas.
- Jak to?
- Spójrz. Tiffany już się do niego ślini.- wskazałam na szczupłą, drobną blondynkę, w zbyt krótkiej spódnicy.
- Ale on nawet nie zwraca na nią uwagi- zauważyła Bella- Chris patrzy się na Ciebie.
To prawda. Ja też nie mogłam oderwać od niego wzroku. Stał przy drzwiach, oparty o ścianę, z rękami włożonymi w kieszenie. Wyglądał nieziemsko.
- O kim rozmawiacie?- wtrącił Luke, który podążył za moim spojrzeniem- Aha- dodał z nutką goryczy w głosie.
- Coś nie tak?- zwróciłam się do niego.
- Wygląda podejrzanie- tym razem usłyszałam, że mówi z lekką odrazą.- No co się tak na niego gapicie?
- Nawet go nie znasz- powiedziałam spokojnie.
- Ty też nie!- krzyknął stanowczo za głośno. Nigdy się tak nie zachowywał, to było dziwne.
- Ło... Stary spokojnie- upomniał go Brad.
- Zazdrosny jesteś czy co?- dodała Bella.
- Phi. O niego?! W życiu!- Luke wstał z krzesła.
- Dokąd idziesz?- zapytałam.
- Jak najdalej stąd. Nic tu po mnie- warknął i odszedł.
- Tak, z pewnością jest zazdrosny.- wybuchnęłyśmy śmiechem.
Zadzwonił dzwonek, więc poszliśmy na lekcje. Bella i Brad szeptali coś do siebie. Kiedy chłopak poszedł w swoim kierunku, Bella była wyraźnie podekscytowana.
- Co to było?- zapytałam się z uśmiechem.
- Co? A nic.- odparła niewinnie.
- No gadaj- poprosiłam.
- Umówiliśmy się na randkę- powiedziała w końcu.
- Kiedy?
- W weekend- odpowiedziała.
- Nie no to dobra wiadomość, ale... Jak długo się znacie?- odparła Sophia.
- Hmm... Jakiś tydzień.
- Nie sądzisz, że to za szybko?- zapytałam.
- Dziewczyny, dajcie spokój... Nic mi nie będzie, jeśli o to wam chodzi. No chyba, że jesteście zazdrosne...- pomyślała przez chwilę- Ha. Mam was jesteście zazdrosne, że idę na randkę.
- Nie. Czyś ty zwariowała?- powiedziałyśmy chórem.
- I teraz się tego jeszcze wypieracie? I że niby jesteście moimi przyjaciółkami?! Nie, no nie wierzę. Spadam stąd, nara.
- Ale Bella...- zawołała Sophia, gdy tamta odchodziła.
- Spokojnie. Przejdzie jej, zobaczysz- dodałam jej otuchy.
- Ona nigdy się tak nie zachowywała... Co jej odbiło?- zapytała prawie ze łzami. Zraniły ją te słowa. Mnie też. Przytuliłam się do niej.
- Nie wiem. Ale zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
- Mam nadzieję- rzekła i poszłyśmy do klas.
Kolejne lekcje mijały szybko. Myślami byłam gdzie indziej. Zastanawiałam się, dlaczego Bella się tak zachowała. To było do niej niepodobne.
Po ostatnim dzwonku, poszłam do domu. Po drodze nie spotkałam już ani Luka, ani Chris'a, ani dziewczyn.
 

 
Poszłam w kierunku, z którego dobiegał dźwięk. Strach wytężał moje zmysły. Dodawał mi adrenaliny, jednocześnie paraliżując moje mięśnie.
Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że nikogo nie ma za domem. Chciałam zawrócić. Jednak ktoś chwycił mnie za rękę. Nie mogłam krzyczeć, bo miałam zasłonięte ust.
- Ciii... Spokojnie, to tylko ja- szepnął i mnie puścił.
Przede mną stał Vey, widać było, że się obwinia.
- Co ty sobie...- zaczęłam, ale gdy zobaczyłam wyraz jego twarzy, odpuściłam.
- Przepraszam, nie chciałem cię tak wystraszyć.
- Nic się nie stało. Jesteś mistrzem powitań, wiesz?- dodałam żartobliwie. Uśmiechnął się.
- Kim jest ten chłopak?
- Moim znajomym- odparłam, przynajmniej tak sądziłam- Po co przyszedłeś?
- Po pierwsze martwiłem się o ciebie. Bałem się, że coś ci sie stało. Nie jestem nawet pewien, że mi uwierzyłaś.- spojrzał na mnie pytająco.
- To jest dość... Skomplikowane. Potrzebuję czasu. - poprosiłam- A jaki jest drugi powód?
- Kiedy byłaś u nas.... Zostawiłaś to- podszedł do drzewa i wziął coś do ręki. Był to mój plecak.
- Dziękuję ci, myślałam, że już nigdy tego nie odzyskam.
- Nie ma za co. - podrapał się po głowie.
- Może wejdziesz do środka?- zaproponowałam.
- Innym razem. Muszę już iść. Odwiedzisz nas kiedyś?- zapytał z utęsknieniem.
- Myślę, że wkrótce. Muszę potwierdzić moje przypuszczenia.
- Jakie?
- Powiem ci, jak tylko dowiem się czegoś więcej.
- Coś się stało, Stello? Jesteś w niebezpieczeństwie?- w jego oczach pojawił się błysk.
- Nie. Wszystko jest w porządku- zapewniłam.
- No dobrze. Muszę iść. W razie czego, wiesz gdzie mnie szukać.
- Tak, będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie. Nie martw się, zgoda?
- Okey. Do zobaczenia.- Pożegnał się.
- Pa- odpowiedziałam i poszłam na ganek.
Otworzyłam lekko skrzypiące drzwi i weszłam do środka. Nagle moja siostra pojawiła się tuż przy mnie. Olivia ma proste, jasne włosy i szare oczy.
- Stella ma chłopaka! Stella ma chłopaka!- krzyczała, biegając wokół mnie.
- Co ty wygadujesz głuptasie?
- Widziałam, jak się całowaliście! Ty i Jacob!
- My wcale się nie...
- A właśnie, że tak!- w tej chwili w przedpokoju pojawiła się mama.
- Co tu się dzieje?- zapytała.
- Bo Stella i Jacob się całowali.
- Nieprawda. Dałam mu tylko buziaka w policzek.
- Przestańcie obie. Przecież nic się nie stało.- poszła do kuchni- Jak ci minął dzień?
- Jacob oprowadził mnie po mieście.
- Miło z jego strony.
- To prawda- przyznałam.- Ale jestem głodna.
- My już zjadłyśmy kolację. Zrobić ci coś?
- Poradzę sobie.
- Dobrze, to ja idę sie położyć. Jestem zmęczona.
- Mamo, powinnaś wziąć sobie wolne.
- Wiesz, że nie mogę.- poszła na górę.
Odkąd mama rozstała się z tatą, przestała dbać o siebie. Siedziała cały dzień w pracy, przychodziła późno, zawsze zmęczona. Muszę jej jakoś pomóc, porozmawiam z nią rano.
Zrobiłam popcorn i włączyłam telewizor. Najpierw oglądałam wiadomości. Później leciał jakiś kryminał. Oglądałam go z takim zaangażowaniem, że nie wiedziałam, kiedy zrobiło się tak późno.
Poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic. Nie chciało mu się spać.
Przypomniałam sobie o karteczce od Jacoba. Zapisałam jego numer w telefonie i wystukałam wiadomość.
S: Cześć Jake. To ja, Stella. Śpisz?
Odpisał po kilku minutach.
J: Teraz już nie.
S: O Boże. Przepraszam, że cię obudziłam.
J: Wyrwałaś mnie z pięknego snu.
S: Doprawdy?
J: Tak, nie chcesz znać szczegółów.
S: Masz rację, nie chcę.
J: Haha
S: No co?
J: Nic. Mogę po ciebie jutro przyjechać?
S: Ok, 7:40?
J:Załatwione. Do jutra Stel.
S: Do jutra.
Mam ogromne szczęście, że go poznałam. A to był dopiero początek naszej znajomości.
 

 
-Jesteś głodna? Może najpierw coś zjemy?- zapytał, kiedy przechodziliśmy koło cukierni.
- Hmm... Jeżeli masz na myśli jakieś mega kaloryczne ciastko, to z chęcią się skuszę!- odparłam, a on się zaśmiał.
- No to wchodzimy!- przepuścił mnie w drzwiach, jak na dżentelmena przystało.
Ja zamówiłam hiszpańskiego torcika, a on szarlotkę. Wszyscy klienci patrzyli na nas z rozbawieniem i zaciekawieniem. Nic dziwnego, skoro Jacob wziął odrobinę bitej śmietany z mojego ciasta i zrobił mi białą kropkę na nosie. Nie pozostałam mu dłużna. W jego towarzystwie czułam się bardzo swobodnie. W pewnym momencie usłyszałam wypowiedziane przez kogoś słowa:" Spójrz, jaka cudowna z nich para.".
Poczułam, że się czerwienię. Jacob też to usłyszał, bo kąciki jego ust lekko się uniosły. Zastanawiałam się jakby to było, gdyby był moim chłopakiem. Byłam tak zajęta przez swoje myśli, że nie zauważyłam, że coś do mnie mówi.
- Ziemia do Stelli!- machał ręką przed moją twarzą.
- Że co?- zapytałam zdezorientowana.
- Nic głuptasie- rzekł przyjaźnie- Pytałem tylko, czy możemy już iść- dodał z nitką rozbawienia.
- Jasne, zamyśliłam się.
- O czym tak myślałaś?
- Eee... O niczym ważnym. Chodźmy- wybrnęłam, a chłopak kiwnął głową.
Zapłaciliśmy i wyszliśmy z cukierni.
- Teraz zabiorę Cię do niesamowitego miejsca.
- Liczę na to- uśmiechnęłam się.
Przeszliśmy parę przecznic, żeby dotrzeć do parku. Nie on okazał się być naszym celem. Coraz bardziej byłam ciekawa, gdzie mnie zabiera.
- Daleko jeszcze?- spytałam chyba poraz dziesiąty.
- Już jesteśmy- przede mną rozpościerał się żywopłot. Ot tak.
- Serio? Szliśmy kawał drogi... Dla żywopłotu?
- Nie Stello- powiedział i wyciągnął chustę- Ufasz mi? Mogę zawiązać ci oczy?
- No nie wiem- zaczęły trząść mi się ręce- No dobrze- ufam mu, pomyślałam.
- Świetnie- poczułam jego dłonie na szyi, gdy odgarniał mi włosy. Przeszedł mnie dreszcz. Miłe uczucie.
- Wezmę cię teraz na ręce,dobrze?- kiwnęłam głową. Poraz pierwszy byłam tak blisko niego. Czułam jego ciepło, silne, umięśnione ciało. Było to coś nowego. Wydawało mi się, że znamy się od dawna. Tymczasem prawda była zupełnie inna.
Prawdopodobnie dotarliśmy już na miejsce, bo Jacob postawił mnie na nogach.
- Gotowa?- rozwiązał mi oczy. Od razu zobaczyłam, że znajdujemy się na łące. Rosła tam cała masa białych, różowych i liliowych kwiatów. Po prawej stronie był świerkowy las. Z oddali niósł się dźwięk szumiącej wody i śpiew ptaków. My natomiast staliśmy pod ogromną wierzbą. Zobaczyłam lazurowego motyla.
- Jak tu pięknie- Jacob się uśmiechnął.
Usiadłam na trawie i zerwałam jednego kwiatka. Cudownie pachniał. Po chwili chłopak przy mnie kucnął.
- Jak znalazłeś to miejsce?- zapytałam.
- Kiedyś mój ojciec mnie wkurzył, więc potrzebowałem odreagować. No i dotarłem tutaj. Podoba ci się?
- Pewnie- położyłam się na trawie i spojrzałam w niebo.
- Mogę?- wskazał na miejsce obok mnie.
- Tak- uśmiechnęłam się.
- Spójrz tam!- pokazał na chmurę w kształcie motyla.
- Cudowna! A ta wygląda jak delfin. Chmury są takie piękne.
Przez chwilę leżeliśmy w ciszy.
- Twój tata ma na imię David, tak? Jaki on jest?- zaczęłam niepewnie.
- Tak. Cóż... On potrafi być miły i jest dobrym ojcem. Czasami jest trochę nerwowy. Dlaczego pytasz?- obrócił się w moją stronę i podparł sie na ręce.
- Nie wiem, tak jakoś- powiedziałam.
Nie byłam pewna czy mogłam zadać to pytanie, ale musiałam wiedzieć.
- Czy on jest twoim prawdziwym tatą?
- Ożenił się z moją mamą. Nie jest moim biologicznym ojcem.
- Przepraszam.
-Nic nie szkodzi- rzekł czule.
Nagle wiatr sprawił, że moje włosy opadły mi na twarz. Jacob delikatnie założył mi je za ucho. Uśmiechnęłam się.
- O czym myślisz?- zapytałam.
- O tobie. Proszę, opowiedz mi coś o sobie.
Obróciłam się w jego stronę, żeby lepiej go widzieć.
- Co chcesz wiedzieć?- uniosłam pytająco brew.
- Co lubisz robić?
- Lubię czytać, biegać, chodzić na zakupy, do kina i wiele innych.
- Typowe zajęcia dla nietypowej dziewczyny- rzekł.
- Nietypowej?
- Miałem na myśli... Niesamowitej. Czego się boisz?
- Pająków i wody.
- Serio? Ale dlaczego wody?- zdziwił się.
- Jak byłam mała, to prawie się utopiłam.
- Ja uwielbiam pływać. Kiedyś cię nauczę- obiecał.
- No nie wiem- odparłam.
Jacob kontynuował swój "wywiad". Fajnie, że chciał o mnie wiedzieć więcej.
Później to ja zadawałam mu pytania. Dowiedziałam się, że nie lubi waty cukrowej, boi się klaunów i gra na gitarze. Nieźle, co?
- Musisz mi kiedyś coś zagrać- poprosiłam.
- Kiedy tylko zechcesz.
Później śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Usiłowałam nauczyć Jacoba robić wianek ze stokrotek, ale nic z tego. Straciliśmy poczucie czasu. Słońce powoli zachodziło, więc robiło się chłodniej.
Intuicyjnie potarłam ramiona. Było mi zimno. Jacob ściągnął swoją bluzę i mi ją dał.
- Chyba powinniśmy już wracać- zaproponował.
- Dziękuję. Masz rację. Ale przyjdziemy tu jeszcze?
- Oczywiście.
Droga powrotna minęła nam szybciej. Nasze dłonie ocierały się o siebie, jednak żadne z nas nie odważyło się ich złączyć. Jeszcze nie teraz, pomyślałam.
Miałam nieodparte wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Zignorowałam to. Wreszcie dotarliśmy pod mój dom.
- Dziękuję. Było cudownie- powiedziałam.
- Nie ma za co, naprawdę- podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek. Chłopak uśmiechnął się czule.
Jacob wyciągnął z kieszeni karteczkę, coś na niej napisał i złożył starannie. Podał mi ją do ręki, pomachał i odszedł.
Rozwinęłam kartkę, okazało się, że był tam jego numer telefonu. Uśmiechnięta podeszłam do drzwi. Wiedziałam, że jestem obserwowana.
- Psst...- usłyszałam zza domu.
--------------------------------------------------------
Uff... Ale się rozpisałam. To chyba mój najdłuższy rozdział.
  • awatar Zakira Luna: Cudowny! Było kilka wyrazów które mnie draznily ale generalnie super-na wagarach zawsze dzieją się najlepsze rzeczy :P
  • awatar My imaginary world♥: Jak dla mnie bomba! ;) Rozdział jest dłuższy co mi w sumie nie przeszkadza, bo sama pisze długie xd Fantastycznie piszesz :*
  • awatar Asumi10: Ciekawa jestem kto ją obserwuję, czekam na następny rozdział. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
"Drogi Pamiętniku! 01.09. Wtorek
Nie mogę uwierzyć, że jestem już w ostatniej klasie. Tyle lat nauki i wreszcie to wszystko się skończy. No może nie do końca. Trzeba przecież myśleć o college'u.
Tak mi przykro, że moja przyjaciółka Lara się przeprowadziła. Wiem, od czego są telefony, sms'y, e-maile, ale to już nigdy nie będzie to samo. Drugiej takiej osoby z pewnością nie znajdę.
Właśnie siedzę sobie na jakże "interesującej" lekcji historii.
Upss.. Pani Krzywonosa się na mnie patrzy. Muszę kończyć."

-Panno Rose, może powie nam pani czym się właśnie zajmuje?- nauczycielka spojrzała na mnie spod czarnych okularów. Jej spojrzenie mnie przerażało.
- Niczym ważnym, pani profesor.
- Domyślam się. To może zaczniesz uważać?
- Tak, przepraszam- odparłam cicho.
W tej chwili ktoś zapukał do drzwi. Do sali weszła pani dyrektor.
- Dzień dobry. Wybaczcie, że Wam przeszkadzam, ale chcę Wam kogoś przedstawić. Poznajcie Christopher'a. Jest tu nowy, więc liczę, że go tu ciepło powitacie.
W drzwiach ukazał się wysoki brunet, ubrany w czarny podkoszulek, który idealnie podkreślał jego mięśnie. Chłopak patrzył się na mnie. Dostrzegłam iskrę rozbawienia w jego oku.
- No dobrze. Zajmij już swoje miejsce- poprosiła nauczycielka.
Za mną była wolna ławka. Chłopak poszedł w tym kierunku. Kiedy mnie mijał, spojrzałam na jego twarz.
Oczy, które były tak ciemne, że nie byłam w stanie wyróżnić źrenicy. Wyraźnie zarysowane rysy twarzy, lekko kręcone włosy, niedbale ułożone. Świdrujące spojrzenie. Uśmiechnął się do mnie, ukazując szereg idealnie białych zębów. Myślałam, że się tam rozpłynę. Wyraźnie usatysfakcjonowany, zajął swoje miejsce.
- Panno Rose- z zamyślenia wyrwała mnie nauczycielka.
-Tak?
- Zadałam pani pytanie. W którym roku wybuchła Rewolucja Francuska?
- Przykro mi. Nie wiem.- odparłam zawstydzona.
- Tak myślałam. Czy ktoś z klasy wie?- rozejrzała się, lecz nikt się nie zgłaszał.
- Ja wiem.- usłyszałam niski, męski głos, z przyjemną chrypką. Melodia dla moich uszu- Rewolucja ta wybuchła w 1789 roku- dokończył.
- Bardzo dobrze. Dziękuję- odrzekła dość zdziwiona nauczycielka.
Nie dość, że przystojny to jeszcze mądry. Po prostu ideał, pomyślałam.
Lekcja minęła szybko, co bardzo mnie ucieszyło.
Wychodząc z klasy zaczepił mnie Luke.
- Cześć Rose! Wakacje ci sprzyjają. Wyładniałaś- uśmiechnął się.
- Luke, cieszę się, że cię widzę. Boże, ale się zmieniłeś.- spojrzałam na niego. To już nie był ten sam Luke. Teraz wyglądał jakby całe lato chodził na siłownię- Urosłeś- zauważyłam.
- 20 centymetrów! Niezły wynik, co?
- No raczej- rozpromieniłam się.
Nagle zadzwonił dzwonek.
- Na mnie już pora- rzekłam- Biologio, nadchodzę!
- Ucz się pilnie- zażartował.
- Mów za siebie- krzyknęłam przyjaźnie.
Udałam się do drugiego skrzydła szkoły. Po drodze spotkałam Christopher'a, który cały czas bacznie mi się przyglądał.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przed biologią miałam naprawdę dobry humor. Nie mogłam doczekać się spotkania z Jacobem. Co się ze mną działo? Dlaczego ten chłopak coraz bardziej mnie intrygował? Co on takiego w sobie miał? Te pytania krążyły w mojej głowie, kiedy szłam na biologię.
Nagle usłyszałam, że ktoś za mną idzie.
-Hej, mała! Zaczekaj!- zawołał równo z dzwonkiem. Znałam ten głos.
Korytarz opustoszał. Zobaczyłam grupkę uczniów. Chciałam się do nich dołączyć. Niestety, ktoś wyskoczył zza rogu, zastawiając mi drogę. Robi się ciekawie, pomyślałam. Obróciłam się, żeby zawrócić. Okazało się, że byłam otoczona. Przede mną stał Max, chłopak którego uderzyłam. Za mną było jeszcze dwóch jego kumpli. Myśl, co robić. Stella, weź się w garść, dodawałam sobie otuchy.
-No i co teraz zrobisz?- zapytał z zawadiackim uśmiechem- Poskarżysz się nauczycielce a może mamusi?- dodał z sarkazmem. Jego kumple odpowiedzieli głośnym śmiechem.
- Jesteś tchórzem!- krzyknęłam.
- Ja? Niby dlaczego?- odparł niewinnie.
- Wszędzie ciągniesz za sobą swoich kumpli? Hmmm... Ciekawe czemu? O no tak, boisz się- wiedziałam, że wchodzę do głębokiej wody, ale musiałam mu to powiedzieć. Z dumą podniosłam głowę. Twarz Max'a zaczerwieniła się ze złości.
- Powiedz to jeszcze raz, a pożałujesz- rzekł przez zęby.
- Bo co? Poskarżysz się mamusi?- powtórzyłam jego słowa. Twarz chłopaka wyglądała teraz jak burak. Usłyszałam za sobą ciche śmiechy.
- Zamknijcie się!- krzyknął ze złością.
Odwróciłam się do jego kumpli.
- Jak możecie mu na to pozwalać? Chcecie, żeby wami manipulował?- zdziwieni popatrzyli na mnie- Musicie coś...- nie skończyłam mówić, bo ktoś zaszedł mnie od tyłu, chwycił moje dłonie i przywarł do ściany.
-Nigdy nie odwracaj się tyłem do wroga- zauważył Max- Ostrzegałem. Nie wiesz, do czego jestem zdolny. Oj, nagrabiłaś sobie dziewczyno.
- Uważaj, bo się przestraszę- rzekłam, starając się ukryć przerażenie w głosie. Próbowałam też zagłuszyć myśli, które w tej chwili kotłowały się w mojej głowie. Nic z tego.
Zaczęłam się wyrywać, ale Max tylko wzmocnił swój uścisk.
- Zrobisz sobie krzywdę- ostrzegł z wyraźnym zadowoleniem.
Nagle usłyszałam kroki.
- Co ty wyrabiasz stary?- to był Jacob. Jaka ulga.
- Dziewczyna jest bardzo pyskata i...
-Puść ją.- powiedział Jake stanowczo. Od razu było widać, kto tu rządzi.
- Ale stary...
- Słyszałeś, czy mam wyczyścić ci uszy?
- Dobra, dobra- w tej chwili odzyskałam władzę nad własnym ciałem. Tak bardzo się bałam. Jednak, gdy Jacob otoczył mnie ramieniem, wszystko ustało. Wsłuchałam się w jego równo bijące serce. Poczułam się bezpiecznie.
- Jeśli zobaczę, że jeszcze raz się do niej zbliżasz, to załatwimy to inaczej. Zrozumiano?- pozostali kiwnęli głowami i odeszli.
- Wszystko w porządku?- zapytał z troską.
- Teraz tak. Dziękuję.- Jake jakby chciał się upewnić, bo zlustrował mnie wzrokiem.
- To dobrze. Zabieram cię stąd.
- Ale co ze szkołą?- rzekłam zdziwiona.
- Chyba nie powiesz mi, że chcesz iść teraz na biologię. Nie martw się, nie będziesz miała kłopotów. Wezmę to na siebie.- mrugnął do mnie.
- No dobrze- powiedziałam niepewnie- A dokąd idziemy?
- Nie mogę Ci powiedzieć, to niespodzianka.
- Powinnam się bać?- Jacob zaczął się śmiać.
- Koniecznie- odparł i wyszliśmy ze szkoły.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No więc (moja pani od polskiego powiedziałaby, że nie zaczyna się zdania od NO WIĘC, ale co tam XD) chciałabym Wam przekazać, że kilka dni temu zaczęłam pisać kolejne opowiadanie. Nazwałam je: "Wiecznie Żywa". Macie może jakieś spekulacje, może pomysły o czym będzie tym razem? Chcecie w ogóle, żebym Wam je tutaj pisała?
Oczywiście "Przeznaczenie" też będzie się regularnie pojawiało.
No to chyba tyle, jutro zapraszam na kolejny rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Następnego dnia obudziłam się wcześniej niż zwykle. Przynajmniej miałam więcej czasu dla siebie. Wzięłam szybki, gorący prysznic i umyłam zęby. Kiedy wróciłam do pokoju, otworzyłam szafę i wybrałam rurki, biały t-shirt i trampki. Włosy spięłam w koński ogon.
Zjadłam śniadanie, a było to coś nowego, bo z reguły tego nie robiłam. Zaczęłam nucić ulubioną piosenkę, kiedy mama weszła do kuchni.
- No, no. Widzę, że ktoś ma tu dzisiaj dobry humor. Nawet śniadanie zjadłaś- powiedziała. No mamo weź, przecież zawsze to robię, pomyślałam uśmiechnięta.- Mogę wiedzieć, co może lepiej KTO wprawił cię w taki nastrój?
- Jest ładna pogoda i w ogóle... Tak właściwie to która jest godzina? Już tak późno?- wybrnęłam z odpowiedzią.
- Masz jeszcze kilka minut do przyjazdu autobusu.
- Tak, wiem. Ale dziś pójdę na piechotę, dobrze?
- Jasne. Miłego dnia, skarbie- pożegnała się.
- Dzięki, pa.
Wychodząc z domu coś niebieskiego mignęło mi przed oczami. Był to ten sam motyl, którego widziałam w lesie. Towarzyszył mi przez całą drogę do szkoły. Pod budynkiem pojawiłam się dość wcześnie. Na parkingu było mało aut, a młodzież dopiero zbierała się na placu. Zobaczyłam wchodzącą do szkoły Jessice. Podbiegłam do niej.
- Hej Jess! Co u ciebie?
- O cześć. Nic ciekawego. Znowu szkoła. Szara codzienność- rzekła monotonnym głosem.
-Racja. Nawet nie uwierzysz, kto wczoraj wieczorem nas odwiedził- powiedziałam.
- Opowiadaj- odparła z wyraźnym zaciekawieniem. Najwidoczniej lubiła nowinki. Dobrze wiedzieć, pomyślałam.
Streściłam jej krótko wydarzenia z wczorajszego dnia, pomijając wątek o elfach.
- Serio Cię pocałował?!- krzyknęła.
- Cii.. ale tylko w policzek. To nic nie znaczy.
- Ja wiem swoje. To był oczywisty podryw.
-Nie sądzę- pokręciłam głową- Nawet go dobrze nie znam.
- Będziesz miała wiele okazji.- mrugnęła do mnie- Choćby teraz.
- Ale o czym ty mówisz? - zapytałam zdziwiona.
- Spójrz tam- i wtedy go ujrzałam. Właśnie wchodził do szkoły. Miał na sobie dżinsy i ciemny podkoszulek. Nieźle się prezentował. Wszystkie dziewczyny głośno wzdychały, gdy koło nich przechodził. Jacob nie zwracał na nie uwagi. Szedł w moim kierunku.
- Idzie do nas twój książę- zachichotała Jessica.
- Cześć dziewczyny- Wyszczerzył się w uśmiechu.
- Hej- odpowiedziałyśmy chórem.
- Stel, jaką masz pierwszą lekcję?- zapytał.
- We dwie mamy angielski.
- Świetnie, więc widzimy się na biologii?
- Oczywiście- kiedy zobaczył mój entuzjazm jego twarz się rozpromieniła. Pożegnał się i odszedł, gdy zadzwonił dzwonek. My także udałyśmy się na lekcje.
  • awatar Zakira Luna: Fauny ten Jacob :P Takie amerykańskie ciacho XD
  • awatar Seiti: Co do k****, ma być?! Czemu takie krótkie?! Musisz pisać dłuższe, bo zacznę płakać ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Idąc do domu zorientowałam się, że nie mam przy sobie plecaka. Trudno, pomyślałam. W dodatku nie udało mi sie uniknąć dziwnych spojrzeń. Nic dziwnego, jeśli we włosach miałam wplecione kwiaty, a udana byłam w długą, białą sukienkę. Wyglądałam, jakbym urwała się z jakiegoś przedstawienia, ale i tak miałam to gdzieś.
Zapytałam się pierwszej spotkanej osoby, która jest godzina. Myślałam, że nie było mnie w domu przez dwa dni, tymczasem okazało się, że jest ten sam dzień, godzina 19. Dziwne, pomyślałam. Przynajmniej uniknę niepotrzebnych pytań mamy.
Zaczęło się ściemniać i robiło się chłodniej. Dlatego ucieszyłam się, gdy dotarłam na Wall Street, gdzie stał mój dom. Był niewielki, pomalowany na beżowo, z czerwonym dachem. Dookoła rosło dużo kwiatów. Moja mama przykładała do tego sporą uwagę. W pokoju gościnnym świeciło się światło. Bez wahania weszłam do domu. Miałyśmy gości. Usłyszałam rozmowy i śmiech mojej siostry. Od razu poznałam pewien głos. Co on tu robi, pomyślałam. Postanowiłam, że przemknę się do pokoju. Było ciemno, więc nie zauważyłam leżącej na schodach doniczki. Narobiłam hałasu.
- Stello! Czy to ty?- usłyszałam mamę.
- Yyy... Tak, to ja. Daj mi chwilę!
- No chodź do nas. Mamy gości!
Nie miałam wyjścia, poszłam do pokoju gościnnego. Kiedy go ujrzałam, nie miałam wątpliwości, że to on. Na jego kolanach siedziała moja siostra, która głośno się śmiała. Poza nim w pokoju były jeszcze trzy osoby. Mężczyzna dobrze zbudowany, o blond włosach i zielonych oczach i kobieta- szczupła, elegancko ubrana, z czarnymi włosami i równie ciemnymi oczami. Obok nich siedziała moja mama.
- Dzień dobry- przywitałam się. Wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Chłopak się śmiał. Skarciłam go wzrokiem.
- Ykhm... To jest właśnie moja córka Stella- powiedziała zawstydzona mama- Stello, to są państwo Soft. A to ich syn Jacob, chodzicie razem do szkoły.
- Witaj Stello- powiedział tata Jacoba.
- Hmm... Widzę, że masz bardzo oryginalny styl- rzekła jego mama.
- Aaa... To... Byłam na zakupach i...- wyjąkałam.
- Spokojnie złotko. Nie tłumacz się, każdy jest inny- powiedziała przyjaznie.
- Cześć Stel! Fajnie się złożyło, nie?- przywitał się Jacob.
- Cześć. Tak, super- wymusiłam uśmiech i usiadłam obok pana Soft'a.
- Jak ci minął pierwszy dzień w szkole?- zapytała mama.
- Dobrze. A skąd się państwo tutaj wzięli?
- Tata Jacoba prowadził sprawę w sądzie dotyczącą rozwodu. Dzięki niemu mogę się wami zajmować- wyjaśniła mama- Dziś spotkaliśmy się przez przypadek i zaprosiłam państwa na kolację.
- Aha. Cóż, świat jest taki mały- powiedziałam tylko.
- Może przejdźmy na ty- zaproponował pan Soft- Jestem David, a to moja żona Anastazja- na dźwięk imienia ojca Jacoba, zrobiło mi się niedobrze.
- Miło mi. Jestem Amanda.- przedstawiła się mama.
- Mogę iść do pokoju? Źle się czuję- poprosiłam.
- Idź, jeśli musisz.
- Do widzenia państwu.- Pożegnałam się i wyszłam.
Wydawało mi się, że kiedy Vey mówił o rzekomym królestwie, to wspominał coś o królu Davidzie. Miałam nadzieję, że to tylko zbieg okoliczności.
Otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Był on skromnie urządzony. Miał fioletowe ściany, białe meble i niewielką toaletkę. W kącie stało łóżko z fioletowym nakryciem. Czułam się tu swobodnie. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam moje ulubione dresy i rozciągnięty sweter.
Zrzuciłam sukienkę i zdążyłam tylko ubrać spodnie, kiedy ktoś wszedł do mojego pokoju.
- No nie, sory. Nie wiedziałem... - tłumaczył się.
- Zamknij się... Nie wiesz, że należy pukać?- odwróciłam się do niego tyłem i ubrałam sweter.
- Myślałem, że tu jest łazienka- odparł z uśmiechem.
- Dobra, nie tłumacz się. Mi jest wszystko jedno.
- Doprawdy? - spytał z zaciekawieniem.
- Biorąc pod uwagę dzisiejsze okoliczności to tak.
- A więc jakiś koleś widział Cię już dzisiaj bez koszulki? Szczęściarz- Wyszczerzył się w uśmiechu.
- Przestań!- krzyknęłam zadowolona i rzuciłam w niego poduszką, którą z łatwością złapał.
- Chyba zapomniałaś, że gram w futbol. Mam wyćwiczony refleks- mruknął do mnie.
- Wcale o tym...- nie dokończyłam, bo ktoś zawołał z dołu.
- Pośpiesz się Jake! Idziemy do domu- krzyknęła jego mama.
- Już idę! Tylko umyję ręce!- odpowiedział.
- Umyjesz ręce?- zapytałam zdziwiona.
- Powiedziałem im, że idę do toalety- odparł.
- Przyznaj się. Wiedziałeś, że mam tu pokój?
- Może- uśmiechnął się szeroko- Do jutra Stel- podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
- Mhmm...- odpowiedziałam.
Kiedy zamknął za sobą drzwi, dotknęłam miejsca, na którym przed chwilą spoczęły jego usta. Zdałam sobie sprawę, że wcale nie chciałam, żeby on wychodził. Dopiero po chwili odzyskałam świadomość.
Umyłam się, przebrałam i położyłam do łóżka. Od teraz moje myśli były przepełnione Jacobem.
-----------------------------------------------------------
Myślę, że ucieszy Was fakt, że staram się pisać dłuższe rozdziały. Macie już ósmy!
  • awatar Zakira Luna: Właśnie, Anastazja czy Amanda? Fajna akcja, jestem zachwycona długością :) A tak na marginesie sweter się zakłada, a nie ubiera ;)
  • awatar Kochająca Książki *.*: Jego matka ma na imię Anastazja XD
  • awatar Seiti: Jego matka ma na imię... Anastazja czy Amanda? ;) Jest lepiej, ale zabrakło mi czegoś jak ją pocałował, bardziej złożonego opisu. Ciekawie się robi. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chłopak uważnie mi się przyglądał. Wydawało się, że próbuje wyczytać coś z mojej twarzy. Tak jakby chciał się dowiedzieć, czy może mi zaufać.
- Dobrze, powiem Ci, ale nie wiem czy mi uwierzysz.- rzekł.
- Śmiało, chyba nie może być aż tak źle- zachęciłam.
- Jestem elfem- powiedział.
-Aha...
- Aha? Taka jest twoja reakcja? Powiedziałem Ci, że jestem elfem, a ty tak właśnie reagujesz? Nie sądzisz, że jestem nienormalny?
- Wierzę Ci, naprawdę. Od początku wiedziałam, że nie jesteś człowiekiem. Wiesz... Te włosy i niesamowite oczy. Mam pytanie. Wtedy, jak byłam związana- na samą myśl przeszły mnie dreszcze- Słyszałam, że rozmawiałeś z jakąś dziewczyną? Czy ona też jest...elfem?
- To Alexa, też jest elfem.
- Czy ona ma jakieś moce? Dzięki niej poczułam się bezpieczniej... I zasnęłam.
- Alexa potrafi w jakimś stopniu wpłynąć na emocje innych. Potrafi uspokoić, rozweselić ale też... Stworzyć iluzję bólu- odpowiedział.
- No nieźle. A ty, co potrafisz?
- Jestem Strażnikiem Lasu, więc specjalizuję się w łucznictwie.
- Rozumiem. Tylko jeszcze nie wiem, co ja mam z tym wszystkim wspólnego? Mówiliście coś o przeznaczeniu, prawda?
- Tak. Bo widzisz- zaczął niepewnie- uważamy, że jesteś zaginioną córką naszych władców.
- Zaraz? Że co?! J-jak to?- robi sie coraz ciekawiej, pomyślałam.
- Spokojnie. Nasze przypuszczenia nie są jednak pewne.
- Opowiedz mi wszystko. Od początku- poprosiłam.
- Dobrze. Siedemnaście lat temu Królowa Arwena, zdradziła swojego męża z człowiekiem. Kilka miesięcy później urodziła się dziewczynka. Arwena nie mogła pozwolić na to, żeby Król sie o tym dowiedział. Dlatego zaniosła ją do domu pewnych ludzi. Wiedziała, że księżniczka będzie tam bezpieczna. Niestety, kiedy Król David dowiedział się o zdradzie, tak bardzo sie wściekł, że zabrał swoją żonę i uciekł z królestwa. Powiedział tylko, że nie spocznie nim nie znajdzie dziewczynki i się jej pozbędzie. - kiedy skończył opowiadać, zupełnie nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć.
- Co się z nimi stało?- rzekłam krótko.
- Później ślad po nich zaginął i nic o nich nie wiemy.
- Dlaczego myślicie, że akurat ja jestem tą księżniczką?
- Ponieważ masz na plecach znamię w kształcie motyla...
- Wielkie mi rzeczy!- prychnęłam z niedowierzaniem- Każdy może mieć takie znamię! To wcale nie jest dowód.
- Ale jesteś jedynym człowiekiem, który wszedł do tego lasu.
- Nic dziwnego!- dalej upierałam się przy swoim- Ten las jest przerażający i niebezpieczny!
- Ale mimo wszystko tu weszłaś. Żaden prawdziwy człowiek nie może tu wejść, bo mamy specjalną barierę ochronną.
- Ha ha ha... Bardzo śmieszne- powiedziałam z sarkazmem- Magiczna bariera! Ciekawe co jeszcze wymyślisz. Spadam stąd!
Nie zważając na nic, wybiegłam z pokoju. Po drodze spotkałam różne elfy. Wszystkie patrzyły się na mnie z zaciekawieniem.
- Zaczekaj!- słyszałam za sobą głos Vey'a- Stello, jeśli to ty, to grozi Ci niebezpieczeństwo!
- Mam to gdzieś!
- Wiesz w ogóle, jak stąd wyjść?- miał rację, nie miałam pojęcia.
- Wyprowadź mnie stąd, proszę.- rzekłam.
- Chodźmy- odpowiedział zrezygnowanym tonem.
Przez całą drogę szliśmy w milczeniu. Chciałam się pożegnać, gdy dotarliśmy na skraj lasu, jednak nikogo już przy mnie nie było. Nie zostało mi nic innego, jak tylko wrócić do domu.
Rozmyślałam o tym, co mnie dziś spotkało. Nie byłam pewna, czy mam mu wierzyć. Tak naprawdę, nie wiedziałam już nawet kim jestem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tym razem, kiedy się obudziłam, nie byłam już związana. Za to wciąż nic nie widziałam. Bolała mnie głowa, nadgarstki i kostki. Znowu leżałam na czymś miękkim. Miałam wrażenie, że nie byłam sama. Nie myliłam się. Poczułam, że ktoś sie do mnie zbliża. W geście obronnym, przesunęłam się jak najbliżej ściany.
- Spokojnie. Nic Ci nie zrobię. Chcę tylko odwiązać Ci oczy- usłyszałam niski, męski i jakże kojący głos.- Mogę?- nie wiedzieć czemu, zaufałam mu i kiwnęłam głową. Czyjeś delikatne, zarazem silne ręce sprawiły, że znów mogłam widzieć. No nie do końca. Minęła chwila, zanim moje oczy dostosowały się do jasnego światła.- Tak lepiej, prawda?- dodał mężczyzna. Podążyłam wzrokiem w kierunku,z którego dochodził głos. Dopiero po chwili rysy twarzy się wyostrzyły. Zobaczyłam przed sobą mężczyznę, który miał ciemne włosy z zielonymi końcówkami. Był przystojny i dobrze zbudowany. Jednak nie to przyciągało moją uwagę. Hipnotyzująco działały na mnie jego intensywnie zielone oczy. Nie mogłam oderwać od nich oczu. Im dłużej w nie patrzyłam, tym czułam sie bezpieczniej. Mój wyraz twarzy rozbawił chyba mężczyznę, bo w kącikach ust ukazały sie dołeczki.
- Dziękuję -powiedziałam niepewnie.
- Nie masz za co- odrzekł i przeczesał sobie włosy. Dzięki temu wyglądał jak zwykły nastolatek, chociaż wiedziałam, że nim nie był.
Chłopak wyjrzał przez okno, a ja wtedy spojrzałam na siebie. Miałam na sobie jakąś cienką i białą sukienkę. Co się tu ze mną działo, pomyślałam.
Potem mój wzrok powędrował na nadgarstki i kostki. Były zabandażowane. Czułam, że coś jest z nimi nie tak.
- Czy to cię boli?- spojrzał na moje nadgarstki i nie oderwał od nich wzroku.
- Nie... No co ty- odpowiedziałam.
- Proszę Cię nie kłam- tym razem popatrzył mi prosto w oczy. Nie wytrzymałam jego spojrzenia. Spóściłam głowę. Poczułam, że delikatnie podniósł moją brodę, zmuszając mnie, żebym na niego spojrzała.
- Przepraszam... Za wszystko- dodał i przełożył mi kosmyk włosów za ucho. Czułam, że się czerwienię.
- Już w porządku- lekko się uśmiechnęłam- Tylko wiesz, następnym razem, kiedy będziesz chciał kogoś poznać, to pamiętaj, są inne metody. - dodałam i zaczęliśmy się śmiać.
- Jeszcze raz bardzo przepraszam.
- To już nie ważne. Może powinniśmy zacząć od przywitania się. Jestem Stella.- wstałam, lecz zakręciło mi się w głowie.
- Może lepiej jeszcze nie wstawaj- powiedział.
- Chyba masz rację. Więc jak masz na imię?- powiedziałam rozbawiona.
- No tak. Jestem Vey. - odpowiedział- No co?- zapytał, kiedy zobaczył, że się śmieję. Jego twarz wygladała dużo młodziej, gdy się uśmiechał.
- Hmm... Spodziewałam się czegoś bardziej... Niesamowitego.
- Że co?
- No wiesz. Zważając na okoliczności... I twój wygląd- rzekłam.
- Co z nim nie tak? - zapytał trochę zaniepokojony.
- No właśnie o to chodzi, że jesteś idealny- powiedziałam i ugryzłam się w język. Vey popatrzył się na mnie.
-Jeszcze nigdy nie widziałem nikogo takiego jak ty. Jesteś wyjątkowa. Teraz w to wierzę. - powiedział i chwycił mnie za rękę.- To musisz być ty.
W tej właśnie chwili, uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia, gdzie jestem
- Czekaj. Nie rozumiem... Co ja tu właściwie robię? Dlaczego...- zaczęłam panikować.
- Stello, jesteś naszą jedyną nadzieją...
- Kim jesteś?- przerwałam mu.
- No przecież już wiesz. Mam na imię Vey...
- Przestań! Powiedz prawdę...proszę.- spojrzałam mu prosto w oczy- Możesz mi ufać. Więc?- dodałam zachęcająco.
  • awatar Zakira Luna: Zgadzam się z Lisa...bardzo szybko mu zaufała :P
  • awatar Kochająca Książki *.*: @LisaAngels: Dziękuję za radę :)
  • awatar Lisa Angels: Uważaj na powtórzenia bo wkradło ci się parę. Trochę dziwne relacje ich łączą biorąc pod uwagę pierwsze spotkanie... i wcześniejsze zdarzenia. No tak, ale wygląd zmienia wszystko. Czekam na więcej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Gdy się obudziłam, poczułam że mam związane ręce, nogi i zakryte oczy. Nie widziałam nic. Czułam jednak, że leżę na czymś miękkim. No, przynajmniej o to postarał się mój oprawca, pomyślałam.
Po chwili usłyszałam odgłosy rozmów, dobiegające prawdopodobnie z innego pokoju.
- Co z nią zrobimy?- usłyszałam męski głos.
- zostanie z nami- odpowiedziała kobieta.- Zaopiekujemy się nią i...
- Nie ma mowy! - przerwał jej mężczyzna.- To jest zwykła ludzka dziewczyna.
- Ale przecież widziałeś jej znamię na plecach, prawda? - Teraz sobie zdałam sprawę, że nie mam na sobie koszulki. Znamię? A tak, mam coś w kształcie motyla, pomyślałam.- To musi być ona. To jej przeznaczenie- dodała.
- Przeznaczenie?!- wybuchł śmiechem mężczyzna- Chyba nie wiesz co mówisz. Mamy jej zaufać?! Mamy powierzyć jej nasze moce?- Zaraz... Moce?! Nie miałam pojęcia, gdzie jestem i w dodatku, jak sie okazało, moimi oprawcami są jacyś wariaci z mocami. Tego było już za wiele. Muszę uciekać, bo oni mi coś zaraz zrobią, pomyślałam. Wolałam umrzeć, wiedząc że coś zrobiłam, niż stać się tchórzem i czekać aż przygarną mnie ramiona śmierci.
Nie mogłam stanąć na nogach, więc postanowiłam że się przeturlam do drzwi. Nie wiedziałam, że leżę na jakieś wysokości, prawdopodobnie na łóżku i niestety, z hukiem uderzyłam o ziemię. Zabolało. W tej samej chwili ktoś wszedł do pokoju.
- No proszę, nareszcie się księżniczka obudziła- powiedział mężczyzna z ironią w głosie. Poczułam, że ktoś mnie bierze na ręce. - Uważaj, bo zrobisz sobie krzywdę.- Był to mocny i bolesny uścisk.
- Trzeba było o tym pomyśleć, nim ją uderzyłeś- odpowiedziała kobieta. A więc to on, pomyślałam.
- Puść mnie, to boli !- krzyknęłam. Miałam zachrypnięty głos.
-Połóż ją na łóżko- powiedziała kobieta. Można powiedzieć, że mężczyzna mną rzucił.- Delikatnej sie nie dało, prawda? - dodała.
- Kim jesteście? Co mi zrobicie?- Dłużej już nie mogłam. Zaczęłam płakać. Nie, to nie był płacz. To był histeryczny szloch. Położyłam sie w pozycji embrionalnej, z myślą że to coś pomoże. Czułam sie dzięki temu bezpieczniej.
- Czemu ona płacze?- zapytał mężczyzna. W jego głosie dało sie słyszeć zakłopotanie.
- Po prostu sie boi- powiedziała kobieta a ja dostałam dreszczy.
- No zróbże coś z tym!- krzyknął mężczyzna.
- Daj mi chwilę.- odpowiedziała. Poczułam, że ktoś dotyka mojej głowy. - Spokojnie, wszystko będzie dobrze.- powiedziała, a ja przestałam płakać. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się lepiej. Po chwili moje oczy się zamknęły, a ciało rozluźniło. Zasnęłam.
  • awatar Zakira Luna: Kilka szczególików trochę sue ze sobą kłóci, ale ogólnie jest OK :) ,,No zróbże cis z tym"-ten tekst mnie rozwalił, typowy facet :P
  • awatar Lisa Angels: Facet ma osty charakterek, ale szkoda, że tak krótko... no nic czekam na wieęcej
  • awatar Gość: ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Szkolny budynek miałam dawno za sobą. Biegłam już chyba 15 minut. Nie byłam zmęczona i nie chciałam przestawać. Czułam się wolna,
byłam w swoim żywiole. Wszystko byłoby w porządku, gdybym tylko wiedziała, gdzie jestem. Dopiero teraz to sobie uświadomiłam.
Rozejrzałam sie dookoła. Nie było tu żywej duszy.

Przede mną rozciągał się ogromny las. Czułam, że coś mnie tam przyciąga. Widok był niesamowity i zarazem przerażający.
Drzewa miały szerokie pnie, z nierównomiernie rozłożoną korą. Na niektórych malowało się coś na kształt twarzy. Przerażającej twarzy.
Nie miały liści i wydawać by sie mogło, że są z tego powodu smutne, a zwisające bezwładnie gałęzie, przypominały łzy. Tu i ówdzie z ziemi wyrastały korzenie, tworzące pułapki na intruzów.
Nagle zobaczyłam ścieżkę. Ruszyłam w jej kierunku. Szłam powoli, kroki stawiałam niepewnie. Wydawało mi sie, że wszystkie drzewa mnie obserwują. Z każdym krokiem stawały się starsze i mroczniejsze. Mimo to, szłam dalej, zupełnie nie wiedząc dokąd dojdę.
Zdałam sobie sprawę, że gdybym sie teraz zgubiła, już nigdy nie wróciłabym do domu. Ta perspektywa mnie przerażała. Każda komórka mojego ciała mówiła mi, żebym zawróciła.
Miałam zamiar to zrobić, gdy nagle zobaczyłam motyla siedziącego na korzeniu. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Miał piękne, lazurowe skrzydła. Miały taki sam odcień, jak moje oczy. Zastanawiał mnie fakt, co tak piękne stworzenie robi w tak mrocznym i strasznym lesie. Powoli zaczęłam się do niego zbliżyć. Chciałam go dotknąć. Widziałam, że jego skrzydła są delikatne i miękkie niczym bawełna. Byłam już dostatecznie blisko, gdy nagle usłyszałam za sobą trzask łamanej gałęzi. Nie zdążyłam się obrócić, bo poczułam pulsujący ból z tyłu głowy. Zdążyłam jeszcze dostrzec odlatującego motyla.
Potem nie widziałam już nic. Nastała ciemność.
------------------------------------------------------------
Kochani, oto czwarty rozdział.
Wiem, że jest bardzo krótki, ale wiecie szkoła i te sprawy. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Obiecuje, że kolejny rozdział będzie na pewno dłuższy.
Papa
  • awatar Zakira Luna: Znowu wpakowala się w jakieś kłopoty... A wszystko w ciągu jednego dnia ;) Tylko jedna sprawa nie daje mi spokoju: biegła w spódnicy? :P
  • awatar Asumi10: Czekam na następny z wielką niecierpliwością. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-To tu?- zapytałam, gdy doszłyśmy do pokoju numer 10.
- Tak, dasz sobie już radę?
- Jasne, dzięki. Zobaczymy się później?- ze zdziwioną miną, kiwnęła głową.
Pomachałam jej na pożegnanie, energicznie sie odwróciłam i poczułam, że na kogoś wpadłam. Oczywiście, straciłam równowagę. Prawie bym się przewróciła, gdyby nie czyjeś silne ręce, które mnie przytrzymywały. Spojrzałam na mojego bohatera. Był nim Jacob. Puścił mnie, gdy był pewny, że stoję na własnych nogach. Zakłopotana, poprawiłam spódnicę.
- Nic Ci nie jest?- zapytał z troską w głosie.
- Nie... Wszystko w porządku. Dzięki- odpowiedziałam.
- To dobrze- uśmiechnął się. Miał piękny uśmiech.- Idziesz po plan lekcji?
- Nieee...yyyy... To znaczy tak.- Boże, czemu ja sie jąkam, pomyślałam. z nerwów zaczęłam gnieść spódnicę.
- Mam nadzieję, że będziemy mieli wspólnie jakieś lekcje- dodał rozbawionym głosem i odszedł.
Angielski był moją pierwszą lekcją. Okazało sie, że Jess także, więc usiadłam z nią w ławce.
Potem był w-f. Niezdarność nigdy nie idzie w parze ze sportem. Niestety już pierwszego dnia udało mi się znokautować dziewczynę, w dodatku z mojej drużyny.
Kolejne lekcje mijały szybko. Wszystko byłoby dobrze, gdybym się nie zgubiła w szkole. Dopiero po pięciu minutach trwania lekcji, znalazłam salę biologiczną. Zapukałam i weszłam do klasy. Wszyscy patrzyli sie na mnie. Wśród uczniów dostrzegam ledwo powstrzymującego się od śmiechu bruneta. Tylko nie on, pomyślałam.
- Młoda damo, spóźniłaś się.- powiedział niski nauczyciel ze zmęczonymi oczami.
- Tak, wiem. Przepraszam. Zgubiłam się.
- Jesteś nowa, więc tym razem Ci odpuszczę. Zajmij miejsce obok Jacoba- powiedział i wrócił do lekcji.
- No i z czego się śmiejesz?- szepnęłam, kiedy usiadłam obok niego. Rozbawiony, wzruszył ramionami.
Nie mogłam sie skupić na lekcji, bo czułam na sobie wzrok Jacoba.
Kiedy zadzwonił dzwonek, wyszłam pośpiesznie z klasy, po czym wybiegłam ze szkoły. Miałam dość wrażeń, jak na jeden dzień.
----------------------------------------
Macie rozdział trzeci.
Postaram sie (jeśli dostanę weny) narysować dla Was portret Stelli.
Na dziś to tyle
  • awatar Zakira Luna: Love is in the air...;) Ta Stella jest naprawdę pechowa !
  • awatar Lisa Angels: Szkoda że taki krótki. Widzę, ze szykujesz paring z Jakobem...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Łapy przy sobie!- krzyknęłam, wstałam i zrzuciłam rękę jakiegoś chłopaka. Okazało się, że jej właścicielem jest wysoki, dobrze zbudowany blondyn, ubrany w dresy.
- Co tak nerwowo?- powiedział i chwycił mnie w talii. Tego było już za wiele. Z całej swojej siły uderzyłam go w policzek, na którym od razu pojawił się czerwony ślad.
- Powiedziałam. Łapy. Przy. Sobie.
- No dobra laluniu. Ale pamiętaj, zapłacisz mi za to. - powiedział i pokazał na policzek.- Jeszcze się policzymy- dodał i odszedł na tyły autobusu.
Wszyscy patrzyli na mnie z otwartą buzią. No prawie wszyscy. Tylko jeden chłopak w ciemnych włosach, siedzący koło blondyna (prawdopodobnie jego kumpel), uśmiechał się do mnie skrycie. Patrzyłam na niego ze zdziwieniem, jednak nie odwzajemniłam uśmiechu i zajęłam miejsce obok ubranej na czarno dziewczyny.
- WOW...- usłyszałam.
- Hmmm...?
- Powiedziałam WOW.
- Ale dlaczego?- zapytałam zaciekawiona.
- Ty nie wiesz, kogo właśnie uderzyłaś?- zapytała zdziwiona- No tak, jesteś nowa? To jest Max Santos. Postrach wszystkich uczniów.
Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam.
- Jestem Stella- przywitałam się.
- Jessica, ale mów mi Jess- Odpowiedziała i podała mi dłoń.
- Miło mi- uśmiechnęłam się - Jess, a wiesz kim jest ten brunet siedzący obok?- dziewczyna obejrzała się, żeby sprawdzić o kogo mi chodzi.
- To jest Jacob Soft. On je...
- Czekaj, czekaj. Znam to nazwisko...- przerwałam.
- No raczej. Jego ojciec jest znanym prawnikiem. Ma własną firmę.
- No właśnie- przytaknęłam- Yyyy... Sory, że Ci przerwałam. Dokończ, proszę.
- Okey.... Chciałam powiedzieć, że Jacob jest kapitanem naszej drużyny futbolowej. Wszystkie laski w szkole za nim szaleją.- dokończyła.
- Ty też?- zapytałam.
- Ja? No co ty? Nie jest w moim typie.- powiedziała i podeszła do drzwi autobusu. Zrobiłam to samo. Wychodząc ostrożnie spojrzałam na bruneta. Czy on do mnie mrugnął? Nie, przewidziało mi się. Może jednak nie... Pomyślałam i poszłam za Jessicą.
- Wiesz może, gdzie jest sekretariat?- zapytałam.
- Jasne, zaprowadzę Cię.- odpowiedziała.
Nie wiem czemu to zrobiłam, ale się obejrzałam z nadzieją, że go zobaczę. Niestety, na placu zrobiło się zbyt tłoczno.
----------------------------------------------------
Kochani, oto drugi rozdział.
Mam nadzieję, że się Wam podoba.
Następny dodam prawdopodobnie w niedzielę.
Papa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Moja historia jest dość banalna. Rodzice rozstali się, gdy miałam 5 lat. Sąd przyznał wtedy opiekę nade mną i moją młodszą siostrą mojej mamie. Szkoda, że nie miałam wtedy nic do powiedzenia. Moje relacje z mamą od zawsze były napięte. Lepiej dogadywałam się z tatą. Mama określała mój charakter jako ciężki. Fakt, byłam typem samotnika i trudno nawiązywałam nowe znajomości. Ale jak można się dziwic, skoro już od prawie siedmiu lat nieustannie się przeprowadzamy. Tyle razy zawiodłam się na ludziach, że teraz jestem bardzo ostrożna w stosunku do innych.
Kilka dni temu znowu się przeprowadziłyśmy. Tym razem do Chicago. Najgorsze z tego wszystkiego są ciągłe zmiany szkoły. Za każdym razem boję się, że nikt mnie nie zaakceptuje, nikt nie polubi.
A dziś miałam iśc pierwszy raz do nowej szkoły.
- Stella, wstawaj! Spóźnisz się do szkoły!- krzyknęła z kuchni mama.
- Daj mi chwilę!- krzyknęłam do poduszki.
Jeszcze przez jakiś czas rozmyślałam, potem niechętnie poszłam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i spojrzałam w lustro. Wszyscy powtarzali mi, że mam niespotykaną urodę. Mam długie, kręcone i ciemne włosy oraz lazurowe oczy. Nie jestem wysoka. Ledwo co mam 160 cm. wzrostu, więc naprawdę nie wiem czym tu się zachwycać.
Wróciłam do pokoju, przebrałam się i zeszłam do kuchni. Tradycyjnie moja mama zrobiła mi śniadanie.
- Przykro mi, ale nie jestem głodna.- powiedziałam
- Stella, przecież musisz coś zjeść.
- Tak wiem. Wezmę sobie jabłko. A i nie czekaj na mnie z obiadem. Zjem na mieście.- powiedziałam i wyszłam, bo nie chciałam wysłuchiwać mojej mamy.
Kiedy szłam na przystanek, oczywiście musiało zacząc padac. Nienawidzę deszczu. Na szczęście nie musiałam długo czekac na autobus. Kiedy tylko otworzyły się drzwi, od razu poczułam zapach różnych perfum i usłyszałam krzyki oraz śmiechy młodzieży.
- Dzień doby.- przywitałam się z kierowcą.
- Witam. Jesteś nowa? Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem.
- Tak, kilka dni temu się tu wprowadziłam.- kierowca spojrzał na mój wyraz twarzy.
- Coś nie tak?- zapytał.
- Eee... Nic tylko... Czy oni tak zawsze się zachowują?- spytałam
Kierowca nic nie odpowiedział, tylko się zaśmiał i pojechał dalej.
Nie pozostało mi nic innego, tylko zając miejsce wśród tych ludzi. Zobaczyłam, że dziewczyna ubrana na czarno siedzi sama, więc do niej podeszłam.
- Wolne?- zapytałam a dziewczyna tylko kiwnęła głową. OK, dobry początek. Zapowiada się świetnie, pomyślałam.
- Hej, nowa! Chodź lepiej do nas! Zostaw tą nudziarę!- powiedział jakiś chłopak, a ja poczułam ciepłą dłoń na szyi. Mimo to przeszły mnie dreszcze.
O nie... Tak tego nie zostawię, pomyślałam.
----------------------------------------------------
Dobrze, oto pierwszy rozdział. Moim celem było krótkie przedstawienie naszej głównej bohaterki- Stelli. Jak myślicie, co ona wymyśli?

Chciałam powiedzieć, że rozdziały będą się pojawiały co 2-3 dni.

Idę teraz ogarnąc wygląd bloga.
Do następnego razu, Kochani
  • awatar Zakira Luna: Ciekawie..lecę do następnego ;)
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Wychaczyłam kilka błędów ortograficznych. Ale i tak bardzo mnie zaciekawiła ta historia ;)
  • awatar Lisa Angels: Zapowiada się całkiem nie źle. Czekam na kolejnye rozdziały, jestem ciekawa w jakim kierunku pujdzie to opowiadanie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hejka

Nie jestem tu nowa, niektórzy może nawet mnie znają. Prowadzę innego bloga (Malinowaaa25) o zupełnie innej tematyce niż ta.

Od niedawna piszę amatorskie opowiadanie, które chciałabym Wam pokazac właśnie na tym blogu.
Tytuł tego opowiadania to: "Przeznaczenie".
Zalicza się do gatunku fantasy, pojawia się także motyw miłości i przyjaźni. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

Coś o mnie? Mam na imię Wiktoria i jestem nastolatką o ogromnych marzeniach. Uwielbiam rysować, czytac książki i piec ciasta.

Jeszcze dzisiaj postaram się dodac pierwszy rozdział